Ostatnio dodane [ proza ]

stajenny. część piąta. [J. P.]
stajenny. część czwarta [J. P.]
stajenny. część trzecia [J. P.]
stajenny. część druga [J. P.]
stajenny. część pierwsza [J. P.]
samotna plaża [J P.]

Ostatnio dodane [ poezja ]

żonglerka [A. S.]
niepokorna [A. S.]
nostalgia [A. S.]
ludzki los [E. J.]
o ponownym znajdowaniu sensu [J. W.]
posłuchaj miły [A. S.]
gumisie [U. P.]
o zwyczajności [S. P.]
cicho sza... [A. S.]
noworoczne szaleństwo [M. K.]
za późno [A. P.]
prośba [I. N.]
gdzie jesteś [M. K.]
twoje oczy [M. K.]
zostałem dziadkiem [J. P.]
uparcie i skrycie [A. S.]
za późno na żal [M. K.]
list [M. K.]
polowanie [M. K.]
czyściec mój [M. K.]
ostatnia decyzja [M. K.]
własny dom [M. K.]
zawiodłeś [M. K.]
prawdziwa [U.P.]
majtki [M. B.]
je suis [M. B.]
samotność [M. F.]
przyspieszam kroku [A. S.]
zakochanie ? [A. S.]
czy już czas [J. W.]


wszystkie dodane ostatnio, a
nie uwzględnione tutaj teksty
dostępne są w archiwum


Warto przeczytać
-
-
-
-
-
-


Dźwiękiem zaplątani

Anna Łotysz
zwierzenia drewnianej róży


Krzysiek Banita Kargól
na śmierć mnie skazano

Krzysiek Banita Kargól
ostatni spacer


więcej zaplątanych w czytane i śpiewane słowa dźwięków pojawi się wkrótce w osobnej zakładce.


Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0



Formularz logowania


Witaj, Gość · RSS 2018-11-20, 00:49
Główna » Artykuły » Sari

P. K. S. ... czyli pacholęciem człowiek kiedyś był


Pamiętniki kobiety spełnionej
Anna Sari & Krzysztof Kargól

Pacholęciem człowiek kiedyś był...

A
by osobę swoją nieco przybliżyć zacząć muszę od początku, czyli chciał czy nie, od młodości. Inaczej nie da się logicznie poprowadzić całej historii która czasami wymykała się spod kontroli niczym spłoszony ogier. Nie zawsze będzie różowo i z ząbkami wyszczerzonymi, bo życie niestety takie nie jest... Sploty wydarzeń, zwrot akcji i innych atrakcji w moim życiu zmuszają do zachowania chronologii. Dużo namieszał los biorąc mnie często na cel z sobie tylko wiadomych powodów. Jakieś fatum... A więc, pacholęciem człowiek kiedyś był...

Niebieskimi oczyma
patrząc dookoła
Słysząc jak życie woła
głośniej niźli coś w duszy
Pod wiatr iść zaczęłam
lecz czy dojść zdołam?
Nim zapał ostygnie
marzenia los zdusi...

Urodziłam się, fakt niezaprzeczalny. Gdybym jeden dzień odczekała, to urodziny co cztery latka, a tak... szkoda gadać. Ciekawość świata już wtedy mnie pchała do przodu. Ciekawość, albo głupota różowego pulchnego bobaska który jeszcze nie jest świadom tego co czyni. Cóż, stało się i nie ma co biadolić.Wyszłam już z łona i droga powrotu klapsem w pupkę została zamknięta. Tak, klapsem! Teraz pewnie bobas do odpowiednich władz by zadzwonił, że go biją, ale 38 wiosen wstecz dostałam na dzień dobry w dupę i z tym pierwszym wątpliwym doświadczeniem życiowym ruszyłam dalej.
Byłam, żyłam, rosłam. Głodna wiedzy jak mól co po latach siedzenia w szafie z tekstyliami do zakładu futrzarskiego się dostał nauczyłam się pisać. Sama. Tak długo podpatrywałam siostrę, aż w sposób perfidny mogłam obwieścić swoje nowe umiejętności pisząc na ścianie pokoju "Ewka est gópia", za co po raz pierwszy w życiu mama futerko mi przetrzepała. Czytać? To okazało się jeszcze łatwiejsze niż nauka pisania. Książek mnóstwo w domu było po rodzeństwie, więc szalałam, szalałam...
To, że żyłam na wsi wymusiło na mnie umiejętność radzenia sobie samodzielnie, za co bogom serdecznie dziękuję, bo nie wyrosłam na żadną mimozę ani inną życiową ciućmę. I mamie. Tata wiecznie zapracowany, wiecznie nieobecny wpadał jedynie mimochodem na kolację, rano po śniadaniu znikał. Tak więc całą naszą piątkę mamcia ogarniała niczym kwoka. Mama miała dosyć oryginalne poczucie humoru i stosowała je w życiu codziennym, co prowadziło do wielu komicznych sytuacji. Pamiętam jakby to było dziś...
Tuż przed świętami mama z rozwianymi włosami miotająca się po kuchni pomiędzy michą mielonego na kotlety a bigosem, i nasza piątka siedząca za karę na łóżku. Radości i śmiechy które unosiły się i opadały jak oddech meduzy, i oczy mamy zmęczone, patrzące coraz częściej w naszym kierunku. I słowa. Najpierw delikatne, potem już zdecydowane i stanowcze.
- Dzieci ciszej. - A my jak to dzieci, rechot niczym w stawie o zmierzchu. I nagle... Pac... Gosia jako pierwsza z brzegu dostała kotletem w ucho.
- Amunicji mam więcej kochani... - słowa mamy ostre, choć podbarwione tłumionym śmiechem. I cisza jak mak... I biedna Gośka z uchem zaklejonym mięsem... Tak... było miło... Zamykam oczy i widzę to wszystko.
Z domu wyniosłam jeszcze jedno, miłość do zwierzątek, żyjątek i innych maluczkich. No ok, wszystko co pełza i jest dłuższe niż standardowe dwadzieścia centymetrów napawa mnie obawą, ale resztę kocham pasjami i wolę czasem od ludzi. Miałam manię nadawania imion każdej istocie biegającej po podwórku. Był kogut Leon, kura Kaśka co na imię reagowała, klacz Wanda którą nauczyliśmy wchodzić do domu po chleb, byczek Bzik ganiający nas po obejściu z głośnym muczeniem. I mój ukochany prosiaczek Urban z tytułu wiecie czego tak nazwany. Przynudzam? Taka ja też istnieję... Niestety.
Okres szkół pominę słodkim milczeniem i stwierdzeniem "młodzi gniewni a starzy wkurzeni". Domyślcie się, moja dusza niepokorna miejsca szukająca i szkolny rygor. Minęło jak sen złoty, nie wróci. A szkoda. Pamiętam...
Jakiż to człowiek był piękny i młody, a teraz... tylko "i" pozostało. Gdyby tak mieć tamte lata i ten rozum. Ciekawa jestem czy ustrzegłoby mnie to przed wieloma chybionymi decyzjami? Wątpię, wszak powiedzenie człowiek uczy się na błędach ma swój głęboko ukryty sens. Wtedy jeszcze wszystko zachwycało, wszystkiego człowiek był głodny i napalał się jak szczerbaty na fabrykę sucharów. Młodość... Tylko jakże inna od tej teraz, moja bardziej natury potrzebowała niż szybkiego internetowego łącza. Plecak, wygodne buty, paczka przyjaciół, i w drogę. Po prawdzie to rodzice oporni i przeciwni byli, ale córeczkę swą znali dobrze. Jak się na coś uparłam to jak osioł w kapuście. Wyjazd do Kazimierza na zlot był takim moim osłem. Tak długo tupałam nogami i łzami się zalewałam, aż rodzice skapitulowali i przyzwolenie na wycieczkę otrzymałam.
To co tam przeżyłam zmieniło mój pogląd na przyjaźń i obudziło artystyczne jakieś ciągoty, obudziło pisanie, a właściwie wypisywanie tego co w duszy zalegało. I pierwszą miłość która trwała tyle co zlot, ale ognista była jak taniec na rozżarzonych węglach. Amor do którego sympatią nie pałam do dziś losowo trafił mnie i... No właśnie...
Imię jego nieważne, nazwijcie jak chcecie, wygląd powie wszystko. Oczy ciemne, spojrzenie powłóczyste, cera smagła. Do tego z gitarą nierozłączną i głosem który biedną moją duszę na kolana powalał. Nucił cygańskie piosenki tak, że mi blond pióra do góra stawały a serce z piersi wyskoczyć chciało. A skąd ja wiedzieć wtedy mogłam, że u nich prawa niepisane panują... Jak się dziewczyna podoba, a rodzice sprzeciwu nie wnoszą, bierz. No i chciał wziąć. Tyle, że konflikt interesów się pojawił, bo przyjaciele Ani oddać tak łatwo nie chcieli. Walka się wywiązała. Nie powiem, że jak o Helenę Trojańską, ale kilka nosów rozbitych i ja w roli damy w opałach na wyobraźnię podziałało. Zlot zaczął się pięknie, ale skończył ucząc nas pokory. Wyszliśmy z pieśnią na ustach, chmurni i dumni. Wracaliśmy pokiereszowani i z plasterkami na poobcieranych piętach. Ostatnie pięćdziesiąt kilometrów szliśmy na piechotę bo pieniądze się skończyły, a takiej bandy jak nasza nikt na stopa zabrać nie chciał. Ale w pamięci pozostało do dziś jak wypalone piętno, boję się Romów. Chodź Hiszpanie ciemnoocy nadal mi wyobraźnię pobudzają... W starym piecu diabeł ogień pali, jak mawiała moja babcia Honorata.
Babunia miała też inne powiedzenie... "co ci Pan Bóg naznaczy, to ci na drodze rozkraczy". Mądra była babunia i słusznego wieku stu jeden lat dożyła. Tak... rozkraczyło się na mojej drodze, a raczej rozkraczył, bo to on był, mężczyzna. A ja... młoda i głupia. Za dużo czytałam świat sobie wyobrażając niczym kolejny rozdział romantycznej opowieści, a życie... Życie miało dla mnie przewidziany inny scenariusz. Z głową nabitą marzeniami, patrząc na świat jak na serial o miłości pełen romansów, mając lat dziewiętnaście zostałam panią P. Myślałam sobie wtedy, że fajny dom, fajne życie, fajny mąż i fajne dzieciaki. Z całej długiej listy oczekiwań na F tylko dzieci mi się udały. Gdy teraz patrzę za siebie i zastanawiam się co mną kierowało poza durną miłością którą czas i my sami zakatowaliśmy do ostatniego oddechu, nie wiem. Wcześniej jednak był jeszcze krótki okres narzeczeństwa, bo ja do bycia żoną spieszyłam się bardzo, on chyba najbardziej do łóżka.
Choć Pan Bóg ostrzegał. W dniu zamawiania ślubu ja, osoba zdrowa jak ryba zaniemogłam, ani ręką, ani nóżką nie będąc w stanie poruszyć . Ból potworny, panika i moje stanowcze
- NIE!. Żadnego ślubu nie będzie, omen to jakiś z góry, znak, czy Bóg wie co jeszcze - w całym domu słychać było mój przerażony krzyk. Gdyby nie rodzice i ich tłumaczenia... Bo jakże to tak? Wszystko załatwione, zamówione, goście zaproszeni. Jakże teraz odmawiać, pośmiewisko robić z siebie i z całej rodziny, wstyd i sromota. Ugięłam się w końcu i pokręcona jak krakowski precelek pojechałam cyrografy składać.
Potem już tylko ślub i "skromniutkie" wesele dla najbliższej rodziny. Strach i myśli jak stado upiorów galopujące bez sensu., tłum ludzi z którego połowy nie znałam nawet ze słyszenia. Gdybym wtedy obejrzała "Uciekającą pannę młodą" zapewne tylko sukienka by mi furkotała na wietrze. Jednak nie obejrzałam... Dopiero wtedy, patrząc na roztańczony i rozbawiony tłum częściowo zupełnie mi obcych ludzi dotarło do mnie co zrobiłam. Że to wszystko wokół to moje własne życie i przyszłość a nie scenografia zbudowana do kolejnego wymyślonego przedstawienia. 
I tak się zaczęło. Podobno miłość jest ślepa, ale małżeństwo to najlepszy okulista. Pierwsze wspólne wzloty, pierwsze nie zawsze wspólne upadki. I pierwsze zderzenie z pędzącym tirem w postaci teściowej, kobiety słodkiej i eterycznej na zewnątrz która w życiu codziennym okazała się istną panią Dulską.


Powyższy tekst stanowi wyłączną własność autora i nie może być wykorzystywany i powielany bez jego zgody. ( Dz. U. 1994 nr 24 poz 83 z póź zm )

Kategoria: Sari | Dodał: Banita (2013-03-12)
Wyświetleń: 354 | Komentarze: 4 | Rating: 4.0/4
Liczba wszystkich komentarzy: 4
0 Spam
3 ana  
Bardzo mi się podoba smile
Przeczytałam z ogromną przyjemnością,
ciężko mi się odnaleźć jeszcze na tej stronce (muszę częściej bywać)
Mam pytanko smile
Jest już dalsza część?

Pozdrawiam ciepło

0 Spam
4 Banita  
No i wreszcie zawitałaś:) Cieszę się. Kolejna dłuższa część jest mozolnie opracowywana przez jednego z współautorów, lenia, czyli mnie:) Ale będzie, będzie, będzie:)

0 Spam
2 Vragoo  
Świetnie się czyta! Czekam na dalszy ciąg i doczekać się nie mogę! Ale podobno oczekiwanie wzmaga rozkosz!:) he he

0 Spam
1 sosna  
Styl - paluszki lizać i kartki odwracać. Mało mi, mało!

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
[ Rejestracja | Wejdź ]
Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz