Ostatnio dodane [ proza ]

stajenny. część piąta. [J. P.]
stajenny. część czwarta [J. P.]
stajenny. część trzecia [J. P.]
stajenny. część druga [J. P.]
stajenny. część pierwsza [J. P.]
samotna plaża [J P.]

Ostatnio dodane [ poezja ]

żonglerka [A. S.]
niepokorna [A. S.]
nostalgia [A. S.]
ludzki los [E. J.]
o ponownym znajdowaniu sensu [J. W.]
posłuchaj miły [A. S.]
gumisie [U. P.]
o zwyczajności [S. P.]
cicho sza... [A. S.]
noworoczne szaleństwo [M. K.]
za późno [A. P.]
prośba [I. N.]
gdzie jesteś [M. K.]
twoje oczy [M. K.]
zostałem dziadkiem [J. P.]
uparcie i skrycie [A. S.]
za późno na żal [M. K.]
list [M. K.]
polowanie [M. K.]
czyściec mój [M. K.]
ostatnia decyzja [M. K.]
własny dom [M. K.]
zawiodłeś [M. K.]
prawdziwa [U.P.]
majtki [M. B.]
je suis [M. B.]
samotność [M. F.]
przyspieszam kroku [A. S.]
zakochanie ? [A. S.]
czy już czas [J. W.]


wszystkie dodane ostatnio, a
nie uwzględnione tutaj teksty
dostępne są w archiwum


Warto przeczytać
-
-
-
-
-
-


Dźwiękiem zaplątani

Anna Łotysz
zwierzenia drewnianej róży


Krzysiek Banita Kargól
na śmierć mnie skazano

Krzysiek Banita Kargól
ostatni spacer


więcej zaplątanych w czytane i śpiewane słowa dźwięków pojawi się wkrótce w osobnej zakładce.


Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0



Formularz logowania


Witaj, Gość · RSS 2017-08-21, 01:59
Główna » Artykuły » Artykuły

Obraz Pod Powiekami III
Obraz Pod Powiekami III
zapraszamy do wspólnej zabawy w pisanie...

Po kilku długich tygodniach przerwy ponownie zapraszamy wszystkich do naszego zaplątanego konkursu... wspólnej zabawy w pisanie. Można powiedzieć, że to swego rodzaju Obraz Pod Powiekami (Reaktywacja). Bawić się będziemy co miesiąc, o ile tylko zainteresowanie będzie choć w części takie jak to onegdaj bywało. A o co chodzi?

Poniżej prezentujemy Wam zdjęcie. Niech stanie się ono inspiracją do napisania przez Was tekstu, może wiersza, może krótkiego opowiadania (max cztery strony, czcionka 12). Styl, technika, rodzaj - dowolne. Zdjęcie może zainspirować, może przywołać jakąś myśl która stanie się np pierwszym wersem który później rozwinie się w wiersz. A może zechcecie je opisać... może obudzi jakieś uczucie. Jedyny warunek który musi być spełniony... Tekst musi w "czytelny" sposób do zdjęcia nawiązywać. Nadesłane utwory zostaną zaprezentowane na naszej stronie www i naszym FB.

Skoro konkurs, to i nagrody :) Tym razem tekst który wybierze zaplątana komisja zostanie nagrodzony książkami:
- Arkadiusz Łakomiak - Dziwny jest ten świat [tomik ufundowany przez autora]
-
Young Paul - Chata

Zabawę będziemy powtarzać co miesiąc do końca roku... Wtedy wybierzemy jeden tekst spośród tych które wygrają poszczególne edycje i przyznamy mu nagrodę specjalną: czytnik EBOOKów :)

A oto i zdjęcie...

 


Wszystkich chętnych zapraszamy do wspólnej zabawy. Teksty na konkurs można przysyłać do końca marca 2014 roku na adres:


krzysztof.kargol@op.pl

[ lub za pomocą formularza ]



Nadesłane teksty


Emila Konicer - Barwinkiem zarośnięte

Bywają miejsca zapomniane
bowiem od lat nie odwiedzane
życie nam pisze scenariusze
odchodzą w niepamięć dusze

zarosły barwinkiem już mogiły
drewniane krzyże dawno zgniły
pozostały jedynie żelazne stare
i pochylone pomniki takie szare

w skłonie o pamięć swą proszą
zapachem mchu i ziela unoszą
i te napisy zamazane deszczem
zobacz może tam leżą wieszcze

tylko swym piórem pamiętani
a lata wstecz tam pochowani
przystań na chwilę w zadumie

z modlitwą a to chyba umiesz.



Ula Pilarz - zapomniany

uschnięte kwiaty
listopadowy znicz
knot
zanurzony w lepkim wosku

nazwisko ledwo nieczytelne
złomiarze zabrali samogłoski
płyta poprzecinana pęknięciami
plamy błota

możliwe że zmarłemu
nie zależy na porządku
w zaświatach najbardziej boli
niepamięć bliskich


krzysiek banita kargól - ostatni spacer
(tekścidło nie bierze udziału w konkursie)


a jak już kiedyś przyjdziesz po mnie,
a przyjdziesz, na pewno to wiem.
któregoś dnia sobie o mnie przypomnisz,
i na wspólny spacer zaprosisz mnie.
twoje Imię będzie zapisane,
a kiedy przyjdzie czas, przedstawisz się.
stanę na progu niezdecydowany
czy chcę z tobą iść, czy raczej nie.

a jak już kiedyś przyjdziesz po mnie
dobrze się zastanów, czy tego chcesz.
świętym nie byłem, nie jestem i nie będę,
a w piekle taki tłum, że śmiać się chce.
twoje Imię będzie zapisane,
a kiedy przyjdzie czas, przedstawisz się.
stanę na progu niezdecydowany
czy chcę z Tobą iść, czy raczej nie.

a jak już kiedyś przyjdziesz po mnie
pamiętaj, obiecałem ugościć cię.
nie martw się, ja znam imię twe.
wiem jak samotnym bywa
Śmierć.


Gaba - krótka improwizacja nie do końca na temat

Umarłam... No tak po prostu... Wzięłam i umarłam...

Zajebiste uczucie kiedy widzisz wszystko i wszystkich słyszysz, a nikt nie widzi ani nie słyszy ciebie. Nie mogłam się przyzwyczaić, że nikt nie czuje mojego dotyku, nie słyszy moich słów. Ale to jeszcze nic... Ja, ta która zawsze emocjonalnie postrzegałam świat... Nagle nic. Nie czułam ani strachu, ani przygnębienia, ciepła czy zimna. Dziwne... Wszystko co ważne przestało mieć znaczenie. Jak to? Nie muszę biec? Zabiegać? Starać się? Przecież jestem ważna, potrzebują mnie...
Patrzyłam na wszystko z góry z niedowierzaniem, świat kręcił się dalej, funkcjonował beze mnie... Patrzyłam jak wszyscy moi bliscy i znajomi cierpią. Pogrzeb... Jedna wielka maskarada dla większości, dla nielicznych ból, płacz, przygnębienie. To tylko chwila, nooo może dwie, z mojej perspektywy czas nie miał znaczenia, biegł inaczej.
Zastanawiało mnie jedno, a co, przecież mam czas, mogę się zastanawiać, czyż nie? Dlaczego moja mogiła nie przypomina innych, tych obok... ładnych, marmurowych, dlaczego jak na innych, na mojej nie ma kwiatów, świeczek... Tylko te zeschnięte liście... Gdzie moi bliscy którzy mnie odwiedzali, opowiadali swoje historie... Zaraz, zaraz... Czyj to grób? Ile ona miała lat? Przecież była dużo młodsza ode mnie. Ona też? Jej nagrobek też nie przypomina innych, też nie ma na nim kwiatów, zniczy... Ile to już czasu minęło? Cholera, skup się kobieto... Czy to możliwe, że minął już wiek albo więcej? Ale kiedy? Jak? I skoro tak, to dlaczego nadal tu tkwię, patrzę jak zmieniają się pory roku, ale w sumie to... nie dzieje się nic. Taaak, uwielbiam patrzeć jak przez zgniłe liżcie przebijają się źdźbła trawy, jak drzewa nade mną puszczają pąki, jak cyklicznie raz za razem budzi się nowe życie. Tylko dla kogo?
Jest coś co mi przeszkadza... Nie mogę zrozumieć co... Coraz bardziej... Hałas? Wycie? Kurwa co to jest? Niech to przestanie, niech ktoś z tym coś zrobi... Tego się nie da wytrzymać!
Tylko skąd ja znam ten cholerny dźwięk? Czyżby? Ale jak? Nie... To nie możliwe, przecież ja umarłam... Jednak dalej wyje... Ten dźwięk... Skąd ja... Teraz głos...
- Mamo! Cholera, to już wyje czterdzieści minut! Wstaniesz wreszcie? I wyłącz ten budzik!


 Jerzy Pietruszczak - sznury zapalone

  Co raz spadają, jako z drzazgi smolnej,
  z duszy człowieka sznury zapalone.
  Płonąc nie wiemy, czy jesteśmy wolni,
  czy to co nasze jest już utracone?

  Tego nie wiemy, bo skąd mamy wiedzieć,
  w łoskocie mediów - wśród skarg i lamentów.
  W zbytku , dostatku, czy w ponurej biedzie,
  jesteś zbawiony, albo też przeklęty?

  Kiedy popiołem sypkim się zostaniesz,
  ambicje twoje jak wicher ulecą.
  Pomyśl przechodniu - tak jak ja się staniesz,
  pyłem, marnością. Stań i zapal świecę...


Elżbieta Kowalczyk

Pod powiekami mam sen jeszcze
- jak piasek kłuje poranna rzeczywistość

za oknem
drzewa w porannej bezradności
rozłożyły konary
jak wysmukłe krzyże
w szaro-burej tonacji

Pod powiekami mam sen jeszcze
- jak piasek kłuje poranna rzeczywistość

to moja ojczyzna
wymieniająca wciąż krew
w oparach absurdu
to wciąż ona
ze strzelistymi drzewami
grobami umarłych poetów
bohaterów
ginących zbyt młodo

już czas spojrzeć
w roześmiane dziecięce twarze
w jutrzejsze pejzaże
pełne słonecznych barw
zakwitłych codziennym szczęściem

Pod powiekami mam sen jeszcze
- jak piasek kłuje poranna rzeczywistość



Sylwia Potiopa

kto dzisiaj pamięta
o tym lichym lasku
gdzie historia niesie swoje echo
gdzie gleba wchłonęła
każdą kroplę przelanej krwi

kto pamięta
o ostatnim miejscu spoczynku
zatartym przez czas nazwisku
dzielnego człowieka

kto podniesie
upadły przed laty krzyż
a suchymi ustami
zmówi modlitwę serca


Jacek Wraga - W pokoju

"A ja wam mówię, że Bóg ma też noce bezsenne."
Maria Konopnicka

W pokoju, obok ostrego zapachu wódki i papierosów, który skutecznie przedostawał się przez lekko uchylone drzwi, unosił się delikatny, różany aromat. Zdawało się, że walczy o przetrwanie, lecz z góry jest skazany na niepowodzenie. Pod spękanym sufitem kłębił się siwy, nieznośny dym, prześwietlony wątłymi promieniami słońca, które wpadały do pomieszczenia jakby od niechcenia. Od nadpękniętych ścian odchodziła wyblakła, zielonkawa farba, mająca lata świetności dawno za sobą. Pod nią utworzyła się jakby tęcza – pozostałość po starych warstwach farb, spod których wystawały większe połacie tynku. Na kamiennych parapetach stały doniczki, po brzegi wypełnione petami – wyglądały jak zółto-białe kępy dawno nie podlewanej przez deszcz trawy. Ze starej, pozbawionej drzwi szafy, wypełzały porozrzucane ubrania. Niektóre z nich ułożyły się wygodnie na podłodze, czekały aż ktoś je podniesie. Na środku pokoju stał dumnie, niczym pomnik, szary fotel, przykryty czerwoną kapą, która miała przykryć zagłębienie – skutek częstego przesiadywania. Jednak ta, nie dość, że nie spełniała swojej funkcji, to jeszcze bardziej uwypuklała wspomniane wgłębienie. W rogu, samotny maruder, odłączony od swoich towarzyszy - niewielkie, kruche, nadgryzione przez czas i korniki łóżko. Całość wyglądała co najmniej tragicznie. Było jednak w tym pokoju coś niezwykłego, coś, co w ogóle nie pasowało do jego wystroju. Był to obrazek świętej Rity, patronki spraw trudnych i beznadziejnych, powieszony tuż nad łóżkiem, na zardzewiałym i przybitym słabymi, trzęsącymi się rękami gwoździu. Święta postać z obrazka wpatrywała się swoim łaskawym wzrokiem na inną, zgoła odmienną postać, leżącą w łóżku, przybitą do niego silnymi rękami nieustępliwego gwoździa czasu.
- Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi… - wyszeptała staruszka, przykuta do łóżka. W lewej ręce ściskała ze wszystkich sił wytarty przez miliony modlitw różaniec, drugą ręką próbowała nieudolnie uczynić znak Krzyża. Przypominało to bardziej odganianie much, lub w najlepszym wypadku, drapanie się po nosie. Mimo że na czole staruszki pojawiły się krople potu, ta nie poddawała się ani na chwilę. Z uporem maniaka podnosiła pomarszczoną, wychudłą dłoń do czoła, ramion i piersi, by z godnością rozpocząć modlitwę.
- Na wieki wieków, kurwa! Matka, pomódl się lepiej, żeby mi wódki nigdy nie zabrakło. No, i z kasą krucho, więc może bym wygrał w końcu coś w totka. Ta twoja rencina taka mizerna, a tu jeszcze fajki trzeba kupić, gumki, wódę…to nie są tanie rzeczy! – wychrypiał zapijaczony głos mężczyzny siedzącego w fotelu. Ten nie przejmował się najwyraźniej gasnącym życiem kobiety, swojej matki, która resztkami sił modliła się nie o swoją rychłą śmierć, ulgę w cierpieniu, lecz o nawrócenie syna. Jej czasu zostało niewiele, lecz, jak sama często powtarzała, dla syna, zawsze jest nadzieja.
- Co matka tak się durnowato na mnie wpatruje, jakby zobaczyła tego swojego Jezuska? Jego nie ma, a nawet jeśli gdzieś tam sobie w chmurkach lata, to i tak nie zstąpi, bo mu się zwyczajnie nie chce. Słyszysz? Czy już sobie gdzieś odleciałaś?! – mężczyzna zerwał się nagle z fotelu, podszedł chwiejnym krokiem do łóżka, niepewnym ruchem wyrwał różaniec z ręki matki, rzucił nim o podłogę, tak, że jego koraliki rozpierzchły się na wszystkie strony pokoju.
Później, wszystko potoczyło się jakby automatycznie, jakby ktoś wszedł do umysłu syna, kierował jego dłońmi, kontrolował myśli, znał każdy jego zamiar, szeptał do ucha wskazówki, a ten, zupełnie pod jego kontrolą wykonywał rozkazy jak najwierniejszy sługa. Gdy mężczyzna, człowiek z krwi i kości, lub to, co z niego zostało, pozbył się różańca staruszki, zerwał ze ściany obrazek świętej Rity i rzucił nim w kąt. Następnie podszedł do matki chwycił za ubranie i zaczął szarpać, potrząsać, okładać pięściami i krzyczeć: gdzie jest teraz twój Bóg? Gdzie był, gdy umarł ojciec, gdzie był, gdy gwałcili mi siostrę? Gdzie był, gdy odeszła ode mnie żona? Jego nie ma, nie ma, nie ma! Następnie wyszarpał poduszkę spod głowy matki, chwycił mocno w dłonie i zacisnął na jej twarzy. Ta zaczęła trząść się na łóżku, wymachiwiać bezwładnie rękami, próbowała złapać łyk powietrza, który był dla niej na wagę złota, wszystko na darmo. Życie ulatywało z niej, niczym powietrze z wypuszczonego balonika. Wszystko to nie trwało zbyt długo. Przed oczami mignął staruszce obraz całego życia. Jej wzloty i upadki, szczęśliwe chwile i te, o których nie chciała pamiętać, a mimo wszystko tkwiły głęboko w podświadomości. Po krótkiej walce, oddała ducha, jednak syn najwyraźniej nie zdawał sobie z tego sprawy, gdyż zaciskał poduszkę coraz mocniej i mocniej, aż z głębi łóżka dobiegło chrupnięcie. Nie wiadomo, czy to martwej matce pękły kręgi w szyi, czy może łóżko nie wytrzymało szaleńczego ataku mężczyzny.
Człowiek, zwany kiedyś synem, stworzony na podobieństwo Boga samego, siedział teraz na łóżku. Uspokoił się nieco, głowę oprał o posiniałe ręce. Oddychał miarowo, rozkoszując się każdym łykiem powietrza. Powoli zaczęło do niego docierać, co zrobił. Najpierw delikatnie, później coraz mocniej i mocniej, jak burza z gradem i piorunami, jak morskie fale, które rozbijały się o brzeg jego resztek sumienia. Wstał. Podszedł do opróżnionej niemal całkowicie butelki, chciał skosztować resztek napoju, który całkowicie odbierał mu zmysły, jednak ta wyśliznęła mu się z ręki i rozbiła na kilkadziesiąt kawałków. Tak samo, jak jego małżeństwo, z którego nic nie pozostało – pomyślał. Sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów. Szybko okazało się, że jest pusta. Tak samo prezentował się jego portfel. I życie, które nigdy życiem nie tętniło. Bo przecież wszystkiemu winny był on, jego alkoholizm, brak wiary, bierność, egoizm. Zwieńczeniem jego biografii będzie notka o tym, że zamordował matkę własnymi rękami. Pochowany, bez pamięci, między łotrami, w zimnym grobie, nad którym nikt nigdy nie zapłacze. Zaklął pod nosem siarczyście, zaczął szukać po szafkach pochowanych przez matkę pieniędzy, przewracając wszystko, co napotkały jego ręce, jednak niczego nie znalazł. W końcu, zupełnie zdesperowany, usiadł na fotelu. Schylił się, aby podnieść z ziemi kawałek szkła. Następnie rozsiadł się wygodnie, wpatrując w odłamek, zaczął nim obracać, uśmiechając się szyderczo do siebie. – Tak, to będzie najlepsze wyjście – wyszeptał. Wziął głęboki wdech, zacisnął zęby, przyłożył szkło do nadgarstka i wyrysował na ręce krwawą linię, prowadzącą niemal do zgięcia ręki. Razem z powietrzem, wypuścił z płuc życie. Na nienaturalnie wygięte usta, spadły, jak grom z jasnego nieba, równie nienaturalnie w jego przypadku słowa: …teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
W pokoju, obok ostrego zapachu wódki i papierosów, unosił się jeszcze różany aromat i charakterystyczny, metaliczny zapach krwi. Nagle zrobiło się cicho, jak makiem zasiał, za oknem szumiał niczego nieświadomy wiatr, przechodnie biegli swoimi codziennymi ścieżkami, a słońce nadal wdzierało się wątłymi promieniami do pokoju, w którym sufit pękał, ze ścian odchodziła farba, nikt na pewno nie podniesie ubrań, na fotelu nikt więcej nie usiądzie. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że nigdy nie zabraknie ust chętnych do modlitwy. Żarliwej, pełnej wiary. Bez niej, życie może stać się opuszczonym, zarośniętym cmentarzem.


Anna Sari - Cicho sza...

Zaszemrały liście na wietrze
przesiąknięte wspomnieniami powietrze
zarośnięte alejki chwastami
zapomnianym nikt świecy nie pali... 

czas zaciera imiona wyryte 
stoją krzyże kirem rdzy okryte 
niemym gestem wyciągają ramiona 
już nic więcej się tu nie dokona...
 
śladów stóp nie ujrzysz na piasku
cicho sza nocą  i o dnia brzasku
tylko liście szeleszczą w rozpaczy 
ptak zakwili nostalgii trelem... 

A mówili że przetrwa ślad po nas 
zapomnienia pył nie okryje
przecież żyliśmy pełną piersią 
nasze groby są teraz niczyje... 

młody las porasta aleje 
okrywając mchem niepamięci 
szeptu modlitw nie słychać wcale 
płomyk ciepły dusz nie nęci...


Emilia Konicer - Cmentarz

Miejsce pamięci...
a nie jeden już i zapomniany
ogrodzenie i brama powyginane
krzyże jak starcy z laską pochylone
łzę wspomnień pozostawił znicz wypalony

widać że człowiek wart tyle co Jego życie
już na mogile z mchu utkane jest poszycie
deszcz zamazał napis w płycie wyryty
czasem wiatr gdzieś za drzewem ukryty

przytuli te szarą już zniszczoną mogiłę
nucąc „Człowieczy los” na daną tę chwilę

a jeśli i ty usłyszysz w zarośli szumie
przystań na chwilę...
pochyl głowę w zadumie

kiedyś też to będzie i Twoje miejsce
uszanuj pamięcią zmarłych
pokaż swoje serce.





Kategoria: Artykuły | Dodał: Banita (2014-02-18)
Wyświetleń: 1092 | Komentarze: 1 | Rating: 0.0/0
Liczba wszystkich komentarzy: 1
1  
Nie skomentuję - "wstrząsające, zapiera dech w piersiach". To po prostu slogany. Powiem inaczej. Zdania złożone - stopniowo wprowadzające w nastrój czytelnika - czyli mnie. Widzę styl Krzysztofa. Styl budowania napięcia. Bo ono stopniowo wzrasta. Oczywiście to autorstwo Jacka - ale widzę w nim ten właśnie styl. Nie powiem też -"puenta powala". I to dosłownie  - "na kolana". Bo po co? Sami widzicie. Oczywiście nie powiem też po pensjonarsku -"proszę o ciąg dalszy". Bo on już nastąpił. Tylko interesuje mnie puenta. A to już sprawa autora powyższego tekstu.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
[ Rejestracja | Wejdź ]
Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz