Biały Gawron III/ IV - Prozą pisane - Artykuły - myśli nasze zaplątane







Ostatnio dodane [ proza ]

stajenny. część piąta. [J. P.]
stajenny. część czwarta [J. P.]
stajenny. część trzecia [J. P.]
stajenny. część druga [J. P.]
stajenny. część pierwsza [J. P.]
samotna plaża [J P.]

Ostatnio dodane [ poezja ]

żonglerka [A. S.]
niepokorna [A. S.]
nostalgia [A. S.]
ludzki los [E. J.]
o ponownym znajdowaniu sensu [J. W.]
posłuchaj miły [A. S.]
gumisie [U. P.]
o zwyczajności [S. P.]
cicho sza... [A. S.]
noworoczne szaleństwo [M. K.]
za późno [A. P.]
prośba [I. N.]
gdzie jesteś [M. K.]
twoje oczy [M. K.]
zostałem dziadkiem [J. P.]
uparcie i skrycie [A. S.]
za późno na żal [M. K.]
list [M. K.]
polowanie [M. K.]
czyściec mój [M. K.]
ostatnia decyzja [M. K.]
własny dom [M. K.]
zawiodłeś [M. K.]
prawdziwa [U.P.]
majtki [M. B.]
je suis [M. B.]
samotność [M. F.]
przyspieszam kroku [A. S.]
zakochanie ? [A. S.]
czy już czas [J. W.]


wszystkie dodane ostatnio, a
nie uwzględnione tutaj teksty
dostępne są w archiwum


Warto przeczytać
-
-
-
-
-
-


Dźwiękiem zaplątani

Anna Łotysz
zwierzenia drewnianej róży


Krzysiek Banita Kargól
na śmierć mnie skazano

Krzysiek Banita Kargól
ostatni spacer


więcej zaplątanych w czytane i śpiewane słowa dźwięków pojawi się wkrótce w osobnej zakładce.


Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0



Formularz logowania


Witaj, Gość · RSS 2017-02-25, 11:01
Główna » Artykuły » Prozą pisane

Biały Gawron III/ IV


Biały Gawron
Krzysztof Banita Kargól

III


\/

Pamiętam tamten dzień
pamiętam tamtą noc
Gdy słońce spaliło nas a księżyc choć obiecał
nie przyszedł...

4 styczeń 2012 Staszkówka

Rano wpadł Kaziu pytając czy mi czegoś potrzeba. Mam wszystko, ale mówię, że jeśli tylko chce może wpaść do mnie wieczorem na herbatę. Mam wrażenie, że jest inny niż jego rówieśnicy, chyba zainteresowała go moja opowieść choć nie bardzo wie jak mi to powiedzieć. Pogoda się zdecydowanie poprawiła, przestało sypać i wiać, a nad głowami mamy czyste, niebieskie niebo. Wciągam na siebie kilka warstw ubrań, zakładam ciepłe buty i czapkę z zausznikami na głowę. Nie mogę cały czas siedzieć w domu, więc choć wiem, że wieczorem będę tego żałował idę na długi spacer. Krok za krokiem zbliżam się do lasu. Korony drzew zatrzymały na sobie sporą część śniegu, więc łatwiej jest się tam poruszać niż po polach na których warstwa śniegu przekracza już pięćdziesiąt centymetrów.
Wcale nie było tak, że moja znajomość z Weroniką przerodziła się w coś niezwykłego tak sama z siebie... Po pierwszym telefonie był drugi, po drugim trzeci... To wszystko prawda - myślę wracając wspomnieniami do tamtego czasu - Ten "drugi" pamiętam całkiem dobrze. Byłem u znajomych kiedy go odebrałem. Zadzwoniła do mnie dzieląc się ze mną czymś bardzo osobistym i intymnym. Chyba jeszcze nie wspomniałem, że dzieliło nas siedemnaście lat. Wydawało mi się, że powinienem sypać z rękawa złotymi radami o życiu. Była bardzo spontaniczna i naturalna w tym co mówiła, ja - potwornie wystraszony. Problem się rozwiązał, a ja byłem pierwszym który się jakiś czas później o tym dowiedział. Czy już wtedy spodziewałem się dalszego rozwoju tej historii? Nie. Potem był telefon "trzeci", "czwarty", "piąty". Pamiętam rozmowy prowadzone co noc kiedy mi opowiadała o swoim życiu, płakała do słuchawki a ja starałem się ją pocieszać. Było to o tyle trudne, że zaczynałem być zazdrosny i powoli docierało do mnie, że ta wyjątkowa kobieta staje się kimś mi bardzo bliskim.
Kolejny telefon i kolejna noc spędzona przy słuchawce telefonu. Mimo upływu lat pamiętam rozmowy o śmierci, pamiętam łzy i bezradność jaką wtedy czułem. Chcecie wiedzieć jaka była wtedy Weronika? Mam wrażenie, że zawsze były dwie... Jedna pewna siebie, zawsze uśmiechnięta i przebojowa. Druga była zagubiona i walcząca ze wszystkich sił o uwagę innego człowieka, spragniona uczuć, pełna marzeń i dobroci. Tą dobroć dawała wszystkim, ale zawsze brakowało jej dla niej samej. Zostaliśmy przyjaciółmi. Tak zwyczajnie, bez żadnych deklaracji. Zaczęliśmy flirtować, zbliżać się do siebie w najbardziej intymny sposób jaki znam, dzieląc się własnymi myślami. Nie wiem kiedy straciłem kontrolę nad tym co się działo. Byłem zakochany. I wtedy przyjechała...
/\

- Przyjedź do mnie - powiedziałem w pewną sobotę.
- Dobrze - usłyszałem w odpowiedzi i wtedy już bardzo poważnie zacząłem się bać.
Cholera - myślę - mam tylko kilka godzin do wieczora a do zrobienia dosyć dużo. Zabieram się za intensywne porządki, bo mieszkanie raczej nie nadaje się w takim stanie na wizytę kobiety. Blat w kuchni ugina się pod całkiem kolorową stertą opakowań po jedzeniu, wszędzie walają się puszki po piwie a na dodatek właśnie mam zamiar się przeprowadzić więc bałagan sięgnął granic moich możliwości. Patrzę z przerażeniem na porozkręcane meble i nawet nie wiem gdzie mam szukać jakiegoś czystego ręcznika, talerza czy szklanki bo większość już jest gdzieś popakowana. Zaczynam biegać po mieszkaniu przestawiając wszystko z jednego miejsca na drugie co przynosi efekt w postaci jeszcze większego bałaganu.
- Kurwa mać - warczę pod nosem i siadam w fotelu z papierosem w ustach - Szlag.
Choć nie było to łatwe, o szesnastej mam sytuację względnie opanowaną. Wyszorowana łazienka, kuchnia, zamieciona, odkurzona i nawet zmyta podłoga. Wszystko poupychane po kątach, ale jakoś wygląda. Padam ze zmęczenia, ale to jeszcze nie koniec. Teraz ja się muszę doprowadzić do stanu używalności. Oczywiście nie znajduję maszynki do golenia, więc pędzę do sklepu. Przy okazji kupuję colę, jedną wodę mineralną gazowaną, drugą nie. Dodatkowo jakieś drobiazgi do przegryzienia, wino. Wracam do domu, pozbywam się zapuszczanej od kilku tygodni brody, ścinam włosy, potem odmakam i szoruję się w wannie. Prawie zasypiam, ale otrzeźwia mnie temperatura wody która zdążyła już znacznie opaść. Patrzę na zegarek, jest dziewiętnasta, czyli jeszcze dwie godziny zanim pojadę na dworzec.
Czekam i boję się. Boję się tego, że się rozmyśli i nie przyjedzie. Boję się tego, że zdania nie zmieni i jednak przyjedzie. To jakieś wariactwo, czuję się jak podlotek przed swoją pierwszą randką. Dwudziesta. Staram się jakoś uspokoić, wyciszyć. Tylko to niemożliwe, cały się trzęsę jak przysłowiowa osika. Już od dawna wiem, że to nie jest zauroczenie, nie żaden syndrom wieku średniego tylko coś najbardziej prawdziwego i potwornie silnego. Dwudziesta pierwsza...
Wcześniej przewertowałem wszystkie spakowane ubrania i udało mi się wyciągnąć coś w czym, mam taką nadzieję wyglądam w miarę młodo. Jadę na dworzec.
Rozmawiamy przez telefon. Ja w autobusie, ona w pociągu. Jest już blisko, choć raczej bez problemu powinienem zdążyć przed jej przyjazdem. Już na dworcu szukam bankomatu i wypłacam jakieś pieniądze. Mam jeszcze dziesięć minut więc spokojnie idę na peron.
Peron trzeci, tor drugi, wejście zamknięte. Nie wierzę własnym oczom. Trwa remont dworca i wejście do którego właśnie podszedłem jest nieczynne. Teraz muszę przedostać się do drugiego. Nie zdążę przed jej przyjazdem. Szlag.
Biegnę zastanawiając się czy wpadnę na peron zlany potem i czy będzie to widać. Chciałem być wcześniej by stanąć gdzieś z boku i spokojnie poczekać. Nie mam pamięci do dat, nazwisk, twarzy, a ją widziałem tylko na zdjęciu. Boję się, że przejdę obok i jej nie zauważę.
Wpadam na peron trzęsąc się ze zdenerwowania. Pociąg już stoi, ludzie powoli rozchodzą się każdy w swoją stronę. Dzwonię do niej, przynajmniej zajmę czymś ręce i może łatwiej wyłowię z tłumu kogoś kto też trzyma słuchawkę przy uchu.
Jest. Nie, to nie ona. A może jednak ona. Nie wiem. Widzę tylko spływające na plecy włosy, słuchawkę przy uchu i nic więcej.
- Cześć - zastanawiam się czy widzi jak bardzo jestem zdenerwowany.
- Cześć - odwraca się i już wiem, że to ona.
***
- Szanowna wycieczko. Po lewej teatr imienia Juliusza Słowackiego - mówię głośno, a w myślach klnę samego siebie za te idiotyzmy jakie wygaduję  od kilku minut. Idziemy na postój taksówek, ja nie mogę złożyć żadnego sensownego zdania, a zamiast się uspokoić denerwuję się jeszcze bardziej.
- Mhm - słyszę w odpowiedzi i zaczynam sobie zdawać sprawę, że ona doskonale wie jak ja się teraz czuję. Przynajmniej jedno z nas się dobrze bawi, szkoda, że moim kosztem. Z drugiej strony... Nie pamiętam bym się kiedykolwiek czuł lepiej. Uspokajam się trochę, choć "szanowna wycieczka" dowiaduje się jeszcze o lokalizacji kilku budynków w Krakowie. Wreszcie docieramy na miejsce.
- Zapraszam - przepuszczam ją przed sobą i zastanawiam się czy widzi, że nie mogę oderwać od niej wzroku. Długie blond włosy przetykane pasemkami, oczy w których można się zapomnieć patrząc zbyt długo, do tego wspaniała figura. Nic dziwnego, że serce bije mi jak oszalałe. Obejmuję ją i całuję w policzek. Powinienem to zrobić już dawno, ale bałem się jej dotknąć. Teraz też się boję, ale pragnienie jest silniejsze od strachu i nieśmiałości razem wziętych.
- Napijesz się czegoś? Kawy? Herbaty? Wody? - przypominam sobie o obowiązkach gospodarza - I przepraszam za bałagan.
Cholera, nie gap się tak na nią - sam siebie karcę kiedy wchodzimy do pokoju. I patrzę się dalej, bo nie umiem patrzeć w inną stronę. Rozmawiamy, śmiejemy się. Choć trzęsę się ze strachu dotykam jej dłoni, przyciągam do siebie i całuję. Odwzajemnia mój pocałunek. Choć znamy się doskonale, po raz pierwszy siedzimy obok siebie patrząc sobie w oczy. Smakuję jej usta, potem mocno obejmuję. I jest tak jakbyśmy się znali od zawsze. Śmieję się i odwracam głowę. Nie chcę by widziała w moich oczach łzy. Niech ta noc nigdy się nie skończy - myślę.
Od dwóch godzin jest już niedziela. Słuchamy muzyki, rozmawiamy, milczymy, wszystko jednocześnie. Chyba nawet nie przeszkadza jej to, że cały czas wpatruję się w nią jak przysłowiowa sroka w gnat. Czas biegnie za szybko, jeszcze trochę i będziemy oglądać wschód słońca.
- Idziemy spać - nawet nie zdaję sobie sprawy, że brzmi to nieco dwuznacznie.
Gaszę światło, wsuwam się pod kołdrę i wpatruję w sufit z nieobecnym wyrazy twarzy. Do pokoju wchodzi Weronika, a ja dziękuję Bogu, że zostawiłem jedynie kilka zapalonych świec i w pokoju panuje świetlisty mrok Nie widać teraz, że rumienię się jak jakiś napalony małolat. Kładzie się obok mnie, przesuwam się by zrobić jej miejsce i całym sobą wdycham zapach jej włosów i kosmetyków. Weronika kładzie się na boku, podpiera ręką głowę, a jej włosy opadają na poduszkę. Patrzy na mnie i coś mówi. Nawet nie wiem co, teraz nie potrafię słuchać, staram się wypalić pod powiekami ten obraz i na zawsze go zapamiętać.
Całuję ją cały drżący, choć już nie ze strachu. Dłońmi pieszczę jej włosy, twarz, patrzę w lśniące w ciemności oczy. Przysuwam się bliżej by poczuć jej ciało cały czas bojąc się, że to co się dzieje istnieje jedynie w mojej wyobraźni. Przesuwam dłońmi po jej ramionach, powoli i niepewnie zsuwam z niej satynową koszulkę patrząc zachłannie na jej nagie ciało. Zaczynamy tańczyć ze sobą swoim własnym rytmem odkrywając się nawzajem i szukając w ciemnościach ust, ramion, piersi, ud. Jej oddech w moich ustach, moje ciało niezgrabnie szukające jej ciała. Patrzymy sobie w oczy nic nie mówiąc, wyrażając swoje uczucia jedynie dotykiem. Nasze splątane ciała odnajdują wreszcie drogę do siebie łącząc się w jedno, w jeden wspólny i wyjątkowy byt. W oparach rozkoszy zostajemy tak czekając aż uspokoją się nasze oddechy, pragnienia i myśli. Weronika odwraca się i cicho płacze. Choć nic nie rozumiem, przytulam ją i zasypiamy razem patrząc jak nad miastem powoli wstaje słońce.
Otwieram oczy i widzę ją śpiącą obok. Lekko rozchylone usta, włosy w nieładzie splątane na poduszce, unoszące się i opadające spokojnym oddechem piersi. Patrzę jak promienie słońca zakradające się przez okno delikatnie okrywają całą jej postać.
- Dzień dobry - całuję ją w policzek i zanurzam się w zapachu jej włosów.
- Mmm, cześć - odpowiada pocałunkiem - Jak się spało?
Jemy śniadanie, to znaczy robię jedyne danie jakie zrobić potrafię, czyli jajecznicę. Wrzucam na patelnię trochę pokrojonej kiełbasy, boczek i cebulę. Wszystko podsmażam ucierając w międzyczasie ser. Kiedy wszystko się ładnie rumieni wbijam kilka jajek, stawiam wodę na herbatę i kroję chleb. Nakładam wszystko na talerze i zanoszę do pokoju. Na pewno przesadziłem z przyprawami, ale Weronice smakuje. Albo tylko tak mówi nie chcąc krytykować moich i tak skromnych umiejętności. Jemy śniadanie rozmawiając i zastanawiając się jak spędzić czas którego niestety wiele nie mamy. Zbieram talerze kiedy mówi, że chciałaby pójść na grób mojego ojca. Nie wytrzymuję. Obejmuję ją tak mocno jak tylko potrafię, chowam głowę w jej włosy i staram się ukryć łzy które jedna za drugą kapią na jej kark.
Przed bramą cmentarza kupujemy, a raczej to ona kupuje lampkę i wiązankę kwiatów. Stojąc nad grobem modlimy się, mówię jej, że jestem pewien, że tacie bardzo by się spodobała i na pewno by ją polubił. Prawdę mówiąc ja się nie modlę...
- Cześć tato - mówię w myślach - Cieszę się, że mogę ci przedstawić Weronikę. Bardzo chciałem by tu ze mną przyszła, ale to był jej pomysł. Mówiłem ci, że to ktoś wyjątkowy. Miałem rację. Wiem, że bardzo byś ją polubił, ona ciebie też. Stworzylibyście świetny tandem by mi dogryzać - uśmiecham się na samo wyobrażenie ich razem. To by był niezapomniany widok.
Wracamy do domu trzymając się za ręce, rozmawiamy. Obydwoje cieszymy się swoją bliskością. To tak jakbyśmy przenieśli się w jakiś inny wymiar gdzieś obok prawdziwego świata w którym żyjemy. Jednak ten prawdziwy świat nie pozwala o sobie zapomnieć a czas jaki mamy dla siebie powoli się kończy.
Jedziemy na dworzec. Nie rozmawiamy wiele, a nawet jeśli, to rozmowa jakoś nam nie wychodzi. Nie chcę by jechała. Chcę by została już na zawsze. W moim domu, życiu, rodzinie. Zamiast to powiedzieć mówię jednak jakieś nic nieznaczące frazesy. Nie umiem niestety rozmawiać tak jak ona. Na peronie patrzymy na siebie, przytulamy się, całujemy. Weronika wsiada do pociągu, otwiera okno. Jeszcze chwilę rozmawiamy patrząc na siebie i udając, że wszystko jest w porządku. Zanim pociąg rusza, żegnamy się. Odwracam się i odchodzę nie czekając aż lokomotywa ruszy. Do domu wracam szczęśliwy i smutny jednocześnie. Te kilkanaście godzin to za mało bym potrafił powiedzieć to wszystko co czuję.
Kiedy wychodzę z dworca czuję w kieszeni wibracje telefonu. Wyciągam go i uśmiecham się. To sms od Weroniki. Naciskam klawisz "otwórz" i czytam. To jedynie trzy słowa ale czuję jak nogi się pode mną uginają. Wpatruję się w tą wiadomość i czytam po raz kolejny.

"Paweł się powiesił"




IV

\/

Przepraszam Cię - za miłość
Przepraszam Cię - za każdy zmarnowany dzień
Przepraszam Cię - za wszystko
Że rozmieniłem szczęście grając ostro
zbyt

2 kwiecień 2012, Kraków

Przechodzi mnie dreszcz. Sam nie wiem czy z powodu przejmującego mrozu czy może z powodu wspomnień jakie przywołuje tamten sms. Postanawiam wracać do domu, zamyślony zaszedłem dosyć daleko i droga powrotna trochę mi zajmie. Staram się nie myśleć. Nawet po tylu latach nie umiem spokojnie wspominać tego co ten sms w moim życiu zapoczątkował. Świadomość błędów jakie popełniłem nie pomaga, choć dobrze, że je zrozumiałem. Wracam do domu zanim zapada zmrok. Nalewam wody do czajnika, podpalam gaz. Jestem zmarznięty i gorąca herbata z kieliszkiem rumu na pewno dobrze mi zrobi. Postanawiam też coś zjeść. Kroję kiełbasę w paski, smażę cebulę i pomidory. Mimo upływu czasu moje zdolności kucharskie specjalnie się nie rozwinęły, nadal pozostaję mistrzem jajecznicy w kilku smakach. Opanowałem jeszcze sztukę smażenia kiełbasy bez przypalania patelni. Chleb, smażona na maśle kiełbasa z cebulką i gorąca herbata. Zabieram to wszystko do pokoju, zasiadam za stołem i włączam telewizor by obejrzeć wieczorne wiadomości. Zamiast tego zaczynam przeglądać swoje stare zapiski, notatki, teksty piosenek... Gdyby dopadła mnie skleroza to znajdę tu wiele odpowiedzi i wspomnień... Paweł. Pamiętam. Kiedy poznałem Weronikę była z nim, nawet mieli zamiar się pobrać, ale życie napisało inny scenariusz i ich związek powoli dobiegał końca. Byłem o niego zazdrosny, ale zazdrość uważałem za coś złego, więc starałem się to uczucie w sobie stłumić. Ale nie przeszkadzało mi to zmyślić historii o własnym związku, by nie wyjść na samotnego, zakompleksionego faceta. Paweł. Kochał ją, a ona nie wiedziała czy kocha jego. No i byłem w tym wszystkim ja. Po tamtym smsie byłem pewien, że ją stracę. Może dlatego unikałem tego tematu jak ognia. Jedyne na co było mnie wtedy stać, to powtarzane do znudzenia „to nie twoja wina”. To był pierwszy błąd z wielu późniejszych.
Ze wspomnień wyrywa mnie pukanie do drzwi. Nigdy ich nie zamykam na klucz, więc krzyczę tylko „otwarte”. Zapomniałem, że wieczorem miał mnie odwiedzić Kaziu, bo to on właśnie przyszedł i stoi teraz na progu.
- Wejdź - mówię - zrób sobie coś do picia, woda powinna być jeszcze gorąca. Słyszę jak otwiera szafki szukając szklanek, przestawia talerze i zaczynam się zastanawiać co on tam właściwie wyprawia.
- Mama upiekła, przyniosłem trochę dla pana - stawia na stole kilka kawałków szarlotki, jednego z moich ulubionych ciast - Opowie mi pan coś więcej o Weronice?
- Usiądź - nie umiem rozgryźć tego chłopaka, ale ma w sobie coś takiego, że sam siadam wygodniej i zaczynam na głos wspominać...
/\

- Nie rozumiem zazdrości. Nie akceptuję jej – mówię do Wiktora który właśnie stara się zapalić świeczkę na knajpianym stoliku – Zazdrość to dla mnie zaprzeczenie zaufania, a zaufanie to z kolei podstawa każdego związku.
- Niom – świeczka ma zalany woskiem knot i nie chce się wcale zapalić – Słucham cię, słucham.
- Jeśli z kimś jestem to jestem całym sobą, inaczej nie umiem. Ufam tej osobie we wszystkim, więc po co mam być zazdrosny?
- Niom – udało mu się wreszcie zapalić tą cholerną świeczkę i teraz ja mogę zapalić papierosa – Pozwolisz, że nie skomentuję?
- Nie. Mów.
- A co twoim zdaniem jest złego w tym, że kobieta jest zazdrosna o faceta, a facet o kobietę. To zupełnie naturalne. To chyba znaczy, że im wzajemnie na sobie zależy.
- Może i tak – niechętnie przyznaję – ale jak to się ma do zaufania?
- Zwyczajnie, jedno nie wyklucza drugiego.
- Pierdolisz – zaciągam się mocno i patrzę w płomień świecy.
Wracam do domu, a raczej pędzę, bo wieczorem mam zadzwonić do Weroniki. Problem jest taki, że nie wiem jak mam z nią rozmawiać. Pragnę jej całym sobą, ale jeszcze bardziej chcę by była szczęśliwa. Nie wiem, czy mam ją namawiać do powrotu do Pawła, czy powtarzać jak bardzo ważna jest dla mnie. Miała go odwiedzić w szpitalu po próbie samobójstwa. Jestem na niego wściekły, bo wymusił poczucie winy. Jestem pewien, że najgorsze co mogą zrobić, to znów być razem, ale czy mam prawo to powiedzieć? Nie wiem. Otwieram drzwi od mieszkania, robię szybki przegląd lodówki i dzwonię.
- Cześć, jak się czujesz? Widziałaś się z Pawłem?
- Nie.
- Nie martw się, to nie Twoja wina – tylko tyle potrafię powiedzieć na ten temat – spotkajmy się, przyjadę do ciebie.
- Przyjedź.
Resztę wieczoru spędzam na poszukiwaniach jakiegoś niedrogiego hotelu. Znajduję wreszcie jeden o oryginalnej nazwie Alibaba. Robię rezerwację na pojutrze, na jedną noc. Kładę się do łóżka, biorę książkę i zaczynam czytać. Słowa układają się w zdania, te w całe strony, ale nic do mnie nie dociera bo myślami jestem już z Weroniką. Cholera, może jakoś szybko pozałatwiam rano wszystko co mam zrobić i pojadę już jutro. Rezerwację na pewno da się przełożyć.
Wstaję wcześnie rano. Czeka mnie wizyta w urzędzie skarbowym, potem wizyta u klienta. Powinienem się z tym szybko uporać i jeszcze dzisiaj być na miejscu. Tylko ta rezerwacja. Nie zdążę jej przełożyć sam elektronicznie, a numeru telefonu nie mam, jest na mojej skrzynce pocztowej. Dzwonię do Weroniki, podaję jej hasło do konta i proszę by odnalazła numer, to wszystko załatwię. Po kilkunastu minutach oddzwania do mnie i słyszę jej zapłakany głos.
- Nie przyjeżdżaj. Masz swoją Magdę za którą tak bardzo tęsknisz, to jedź do niej, nie do mnie.

\/
Jak mam powiedzieć cokolwiek nie mówiąc nic? Nie mogę zadzwonić, bo nie będziesz chciała rozmawiać. Nie mogę pojechać, bo nawet gdybym wiedział gdzie, to byś mnie nie wpuściła za drzwi. Nie mogę napisać, bo w słowa zawsze wkradnie się coś co wypaczy ich sens. A rozmowy nie chcesz. Jak mam zrozumieć cokolwiek kiedy nie wiem nic i nawet nie domyślam się Twoich myśli. Ty jesteś pewna, że znasz moje, ale dużo się zmieniło i tak jak ja muszę poznać Ciebie na nowo, Ty musisz poznać mnie. Wszystko jest bardzo proste, tylko sami to sobie komplikujemy nie potrafiąc się porozumieć.

5 kwiecień 2012 roku, Kraków

- ... - Kaziu patrzy na mnie z niezadanym pytaniem w oczach.
- ... - biorę kawałek szarlotki i popijam letnią już herbatą.
- Kto to jest Magda? - pyta i wiem, że trochę się pogubił. No cóż, to ten moment w którym ja też się kiedyś pogubiłem.
/\

- O co Ci chodzi, bo nie rozumiem – choć staram się mówić spokojnie to czuję się tak jakby ktoś mi właśnie wydusił z płuc całe powietrze.
- Jedź sobie do niej a mnie zostaw w spokoju – odkłada słuchawkę a ja stoję wmurowany w chodnik starając się jakoś to wszystko poukładać. Wybieram numer i dzwonię. Czekam w nieskończoność, wreszcie nagrywam się na sekretarkę:
- „Porozmawiaj ze mną, nie mam pojęcia co się stało. Kilka minut wcześniej rozmawialiśmy normalnie, a teraz coś się dzieje. Wieczorem będę u ciebie, porozmawiamy.” – rozłączam się i wybieram numer hotelu który wcześniej zdążyła mi przesłać, zmieniam rezerwację i szybko wracam do domu rezygnując ze spotkania z klientem które jeszcze miałem na dzisiaj zaplanowane. I tak by z niego nic nie wyszło.
- Szlag – krzyczę stojąc na przejściu dla pieszych płosząc tym stadko gołębi i dwie starsze panie które patrzą na mnie jak na jakieś podejrzane indywiduum. Wybieram jeszcze raz numer, czekam na połączenie trzęsąc się ze zdenerwowania.
- Czego jeszcze chcesz? – słyszę w słuchawce i sam nie wiem co mam powiedzieć. Co się kurwa stało...
- Weronika, nie rozumiem. Wytłumacz mi. Coś się stało, ale nie wiem co – mówię i czuję na karku mrowienie. Chyba zaczynam rozumieć co się dzieje.
- Daj mi spokój – sygnał w telefonie wyraźnie mówi, że rozmowa dobiegła końca. Szlag, szlag, szlag – krzyczę w myślach. Co ja mam na tej poczcie? Bo na pewno jakiś związek z pocztą to ma.
Biegnę do domu, włączam komputer i loguję się na poczcie. Nigdy jej nie sprzątam, nie czyszczę. Mam tam dosłownie śmietnik wiadomości ważnych i tych które są kompletnie nieistotne. Szybko znajduję tą jedną. Szlag. Pamiętam kiedy to napisałem. To i wiele innych wiadomości i smsów. Zastanawiałem się wtedy czy warto jest dożyć rana i słałem w świat swego rodzaju wołanie o pomoc. Byłem kompletnie pijany i napisałem maila do swojej byłej. Tylko, że było to na długo przed tym jak poznałem Weronikę i dawno temat zamknąłem, więc o co chodzi? Dzwonię jeszcze raz, staram się to jakoś wytłumaczyć bo przecież to nic nie znaczący epizod sprzed kilku miesięcy. Udaje mi się. Wieczorem mamy się spotkać. Pakuję się, jadę na dworzec. Według mnie wszystko zostało wyjaśnione.
Cztery godziny w pociągu spędzam pochylony nad książką lub śpiąc. O tym drobnym nieporozumieniu zdążyłem już zapomnieć, teraz stoję na korytarzu i martwię się by nie przeoczyć stacji docelowej. Jest już noc, a ja w ciemnościach kompletnie tracę orientację. Patrzę na zegarek, powinienem być już blisko. Pociąg zwalnia, czytam nazwę stacji, wysiadam. Choć wszystko wytłumaczyłem zaczynam się zastanawiać, czy Weronika się pojawi. Rozglądam się po dworcu i idę przed siebie. Już mam dzwonić kiedy zauważam ją siedzącą na ławce. Podchodzę, całuję ją, wychodzimy. Choć się bałem, widzę, że wszystko jest w porządku, więc temat nieszczęsnego maila uznaję za ostatecznie zamknięty i niebyły.
Jest późny wieczór, ale idziemy jeszcze na spacer. Weronika chce mi pokazać jakiś most. Idziemy obok siebie, chcę ją objąć, pocałować, jednak zamiast tego idę zachowując bezpieczny dystans. Nie wiem, czy by tego chciała. Sam doskonale wiem, że zachowuję się jak podlotek a nie jak dorosły facet, ale boję się zrobić cokolwiek co by mogło zburzyć to coś co między nami jest. Muszę przyznać, że podoba mi się to miasto, ma klimat o którym myślałem, że jest zarezerwowany dla mojego Krakowa. Od razu zakochuję się w starych uliczkach i pasażach, w grze świateł Małej Wenecji. Choć to dziwne dla mnie, czuję, że bez problemu mógłbym się tu przeprowadzić i żyć razem z nią.
Ten most na który idziemy okazuje się raczej mostkiem. Zielonym, obwieszonym kłódkami mostkiem na którym zakochane pary dokumentują swoje związki właśnie zapiętymi kłódkami. Na wielu z nich odczytuję imiona i dedykacje. Jedne wielkie i toporne, inne miniaturowe i lśniące. Stare, wiszące od lat, i nowe, zostawione zaledwie kilka godzin temu. Stoimy na tym moście blisko siebie i chyba obydwoje czujemy jakąś magię tego miejsca. Chcę ją objąć i pocałować. Właśnie teraz i właśnie w tym miejscu, ale nie starcza mi odwagi. Zamiast tego wyciągam i zapalam papierosa by ukryć zdenerwowanie.
W drodze do hotelu Weronika pokazuje mi miasto i śmieje się ze mnie wspominając jak to kilka tygodni wcześniej ja zdenerwowany opisywałem jej Kraków. Wpisujemy się do książki meldunkowej, bierzemy klucz i idziemy do pokoju. Cztery jednoosobowe łóżka, dwa krzesła, szafa na ubrania, komoda i telewizor. Robimy małe przemeblowanie zsuwając ze sobą dwie jedynki i przekładając pościel. Jest już późno, rozbieramy się i wsuwamy pod kołdrę szukając się wzajemnie i układając do snu. Uwielbiam zasypiać przy Weronice na tak zwaną łyżeczkę. Wtulam się w nią, w jej zawsze pachnące włosy wsuwam nos, obejmuję i gładząc jej aksamitną skórę zasypiam. Minęła północ kiedy rozdzwonił się mój telefon.
- Słucham – mówię zły do słuchawki – słucham.
- Dzień dobry czy rozmawiam z panem Mateuszem?
- Tak – odpowiadam czując na sobie wzrok Weroniki.
- Dzwonie do pana z firmy telekomunikacyjnej w celu przedstawienia panu naszej oferty. Mogę panu zająć kilka minut? – Zatkało mnie. O tej godzinie? Z ofertą?
- Dziękuję pani bardzo, ale to chyba nie jest odpowiednia pora na takie telefony – odzyskałem głos – Do widzenia. - Jakaś wariatka z ofertą – mówię i układam się ponownie do snu – Śpijmy.
Nie minęła nawet minuta kiedy telefon dzwoni ponownie. Tak jak przed chwilą numer jest zastrzeżony, czyli pewnie dzwoni ta sama uparta pani konsultant. Już nawet nie jestem zły tylko wściekły. Tym razem telefon odbiera Weronika i ostrymi słowami mówi kobiecie co sądzimy o dzwonieniu do ludzi o tej godzinie. Kiedy kończy mówić śmieję się i patrzę na nią z dumą. Powoli odkłada telefon na szafkę a mi uśmiech zamiera na twarzy. Jestem pewien, że nie zapomnę nigdy tego widoku. Przerażonych oczu, pobladłej twarzy i łez. Odsuwa się ode mnie, patrzy ze strachem, potem z rodzącą się wściekłością.
- Powiedziała żebym założyła sexowną bieliznę i wskoczyła Mateuszowi do łóżka.




Powyższy tekst stanowi wyłączną własność autora i nie może być wykorzystywany i powielany bez jego zgody. ( Dz. U. 1994 nr 24 poz 83 z póź zm )

Kategoria: Prozą pisane | Dodał: Banita (2013-02-23)
Wyświetleń: 269 | Komentarze: 1 | Rating: 0.0/0
Liczba wszystkich komentarzy: 1
1  
Tu emocji mam nadmiar. Różnych, dziwnych, mieszają się moje uczucia....
Jest kilka niekonsekwencji w toku prowadzenia całej historii, ale muszę się z tym przespać. Przemyśleć. Tak za mocno chcesz utrzymać napięcie w czytelniku. Wątek miłości tych dwojga jest interesujący i przeplatanie go próbą samobójczą partnera Weroniki i epizodem z M, jest fajnym zabiegiem, ale nie wiem, czy czas pomiędzy tymi zdarzeniami w historii nie powinien być nieco dłuższy. W niektórych momentach miałam "ciary "przyznaję, ale ja już ci pisałam, że odbieram twoją prozę bardzo cieleśnie i zmysłowo smile Świetnie napisana scena zbliżenia dwojga kochanków, aczkolwiek czuć w niej pióro faceta smile
Na tym etapie to tyle, czytam dalej....
A i jeszcze jedno...wiesz o tym, że czytając większość kobiet będzie się utożsamiała z bohaterką? To też fajny chwyt. Oj znasz Ty się na "babach", potrafisz Ty nami manipulować.... ha ha ha
Ale nie lubię Cię za to ,że Weronika jest taka wymuskana i idealnie piękna....blondynka, pasemka, szczupła - "sraty pierdaty" - to zazdrość, oczywiście, po nad wszelką wątpliwość zazdrość! fear

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
[ Rejestracja | Wejdź ]
Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz