Ostatnio dodane [ proza ]

stajenny. część piąta. [J. P.]
stajenny. część czwarta [J. P.]
stajenny. część trzecia [J. P.]
stajenny. część druga [J. P.]
stajenny. część pierwsza [J. P.]
samotna plaża [J P.]

Ostatnio dodane [ poezja ]

żonglerka [A. S.]
niepokorna [A. S.]
nostalgia [A. S.]
ludzki los [E. J.]
o ponownym znajdowaniu sensu [J. W.]
posłuchaj miły [A. S.]
gumisie [U. P.]
o zwyczajności [S. P.]
cicho sza... [A. S.]
noworoczne szaleństwo [M. K.]
za późno [A. P.]
prośba [I. N.]
gdzie jesteś [M. K.]
twoje oczy [M. K.]
zostałem dziadkiem [J. P.]
uparcie i skrycie [A. S.]
za późno na żal [M. K.]
list [M. K.]
polowanie [M. K.]
czyściec mój [M. K.]
ostatnia decyzja [M. K.]
własny dom [M. K.]
zawiodłeś [M. K.]
prawdziwa [U.P.]
majtki [M. B.]
je suis [M. B.]
samotność [M. F.]
przyspieszam kroku [A. S.]
zakochanie ? [A. S.]
czy już czas [J. W.]


wszystkie dodane ostatnio, a
nie uwzględnione tutaj teksty
dostępne są w archiwum


Warto przeczytać
-
-
-
-
-
-


Dźwiękiem zaplątani

Anna Łotysz
zwierzenia drewnianej róży


Krzysiek Banita Kargól
na śmierć mnie skazano

Krzysiek Banita Kargól
ostatni spacer


więcej zaplątanych w czytane i śpiewane słowa dźwięków pojawi się wkrótce w osobnej zakładce.


Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0



Formularz logowania


Witaj, Gość · RSS 2020-01-29, 19:06
Główna » Artykuły » Sari

Przegląd podwozia

Pamiętniki kobiety spełnionej ( wyjątki )
Anna Sari & Krzysztof Kargól

Przegląd podwozia

     Nie jest niczyją tajemnicą, że osiągając pewien wiek, kobieta powinna ze szczególną troską zacząć dbać o siebie i swoje ciało. Żyjąc w ciągłym biegu nie zauważyłam, że wiek ten nieuchronnie i do mnie się zbliża, na dodatek ubrany w stylowe, siedmiomilowe buty. Ocknęłam się któregoś pogodnego poranka, kiedy to obudził mnie zapach świeżej kawy i głos wchodzącej właśnie do pokoju córki niewinnym głosem pytającej o coś związanego z tematem pod tytułem "zdrowie kobiet w pewnym wieku". No tak... Moja latorośl wiek pełnoletni właśnie osiągnęła, a że przemądrzała jest i z biologii na maksa obryta, to często aplikuje mi medyczno biologiczne pogadanki, czym, prawdę mówiąc, nastroju mi raczej nie poprawia. Jak już na konika swojego wsiądzie to tatataj po mamusi wycieczki sobie urządza i uświadomić usiłuje. Ostatnio intensywnie o zdrowiu i wyglądzie zaczęła gaworzyć, więc zaniepokojona wsłuchiwałam się w swoje ciało czy aby może nie chce mnie o czymś poinformować. Stojąc przed lustrem z zimnym obiektywizmem przegląd rozpoczęłam. Aparycja może na kolana nie powala - stwierdziłam - ale i snu z powiek nie spędza. Sylwetka wysportowana, nogi długie a ruchy dziarskie i sprężyste. I co z tego, że czterdziestka na karku? Na ulicy, w autobusie, w tramwaju wzrok męski wciąż jeszcze przyciągam, więc nie jest źle. Przez życie tuptałam sobie samotnie samczemu gatunkowi mówiąc zdecydowane "pas", ale bawiło mnie bardzo i przyjemność sprawiało kiedy jakiś delikwent zagapił się na moją zewnętrzną powłokę odruchowo mięsień piwny wciągając i robiąc maślane oczy. A niech się patrzą - myślałam wtedy - dopóki jeszcze wyglądem nie straszę.
     Czas... Zawsze miałam stoickie podejście do jego upływu. Nie popadałam w depresję z każdym siwym włoskiem, tym bardziej, że na moich blond piórkach są mało widoczne. Nawet jeśli kiedyś jakiś masowy ich wysyp nastąpi, to dumnie będę nosić niesforną czuprynę w kolorze gołębim. Zmarszczki mimiczne też nie bardzo mnie martwiły, tym bardziej, że większość powstała ze śmiechu, a to świadczy jedynie o tym, jak pogodnym człowiekiem zawsze byłam, i jakim jestem mimo przeciwności losu i jego niczym nieuzasadnionej złośliwości. Bo fatum jakieś na mnie ciąży niewątpliwie, choć z jakiego powodu sytuacja taka ma miejsce od lat pozostaje dla mnie zagadką nieodgadnioną. Ktoś tam na górze ubaw musi mieć przedni i zabawę dopisując kolejne rozdziały życia mojego w tonacji słodko gorzkiej. Nawet mnie samej czasami trudno jest uwierzyć, że te wszystkie historie które mnie spotykają dzieją się naprawdę. Jakieś szczęście zezowate zaprzyjaźniło się ze mną i nawet najprostszą sytuację potrafi przeistoczyć w komedię do której scenariusza nie powstydziłby się nawet sam Bareja. Co dla innych jest normalne i najzwyklejsze w świecie, dla mnie zawsze musi być albo sytuacją śmieszną do bólu brzucha, lub straszną i traumatyczną. Nie rozumiem tego, nigdy nie rozumiałam i chyba już zrozumieć nie potrafię, choć cały czas czekam na odpowiedź od losu, a ten parszywiec jeden wcale się z wyjaśnieniami nie śpieszy. Wręcz przeciwnie, gmatwa ile się tylko da i mętlik coraz większy pod blond czuprynką robi. Wróćmy jednak do tematu.
     Otóż jak każda kobieta myśląca i dbająca o siebie w stopniu przynajmniej podstawowym( nie mylić proszę z przesadnym ) postanowiłam zrobić w końcu coś nie tyle dla siebie, co dla ciała mojego, coś więcej niż tylko zabiegi pielęgnacyjne które czynnością u kobiet są wrodzoną i wykonywaną jak odruch bezwarunkowy, bez mała jak oddychanie. Po analizie mojego stylu życia, czyli ciągłego biegania w wywieszonym językiem jak na matkę polkę przystało, powzięłam mocne postanowienie zrobienia przeglądu sezonowego ciała mojego w stopniu jak najbardziej dogłębnym.
     Z powodu chronicznego braku czasu, wiecznego natłoku obowiązków i innych czynności ( głównie braku asertywności z mojej strony który powoduje coraz większą ilość prac ) u lekarza byłam ostatnio dawno. No dobrze. Bardzo dawno, bo powodów jakoś nie widziałam ku temu szczególnych. Wreszcie, sprowokowana przez własne dziecię zawzięłam się i nawet na karteluszku zapisałam dużymi czerwonymi literami hasło: Kompleksowe Badania. Karteczka przyszpilona została na widocznym miejscu, czyli na drzwiach lodówki które od zawsze pełniły rolę domowego centrum wymiany informacji. Nomen omen na tych samych drzwiach dzieciaki moje przykleiły napis "mały głód", co zawsze na twarzy mojej uśmiech powoduje, bo nijak z małym głodem ich nie kojarzę, za to z plagą szarańczy, to i owszem.
     Idąc za ciosem ( czerwone literki na karteluszku co dnia mi o postanowieniu przypominały ) zrobiłam podstawowe badania u internisty z których wynikało, że zdrowa jestem jak koń. Ciśnienie mi tylko lekko skoczyło tego dnia, lecz głowy sobie tym faktem nie zaprzątałam. Za to fakt, że badający mnie lekarz przystojny był jak Clooney i pozostawał przyczyną owego podwyższonego ciśnienia w pamięci utkwił mi głęboko. Odfajkowałam pozycję pod tytułem badania ogólne zadowolona z siebie i własnej siły charakteru, po czym postanowiłam pójść dalej. Kobieta, jak powszechnie wiadomo odwiedzać musi nie tylko lekarza internistę.
     Poradnia ginekologiczna, bo niej mowa, to dla mnie miejsce mało urocze i przez kilka dni starałam się wyszukiwać sobie kolejne nie cierpiące zwłoki zajęcia byle tylko mieć przed sobą jakieś usprawiedliwienie, jednak karteluszek na lodówce napisem krzyczał nieustannie, a skoro przegląd organizmu miał być kompletny... Co z tego, że niektóre organy niecodziennie mam używane, nie znaczy to, że pajęczyną mają zarosnąć do reszty. Powzięłam więc strategiczną decyzję myśląc, że skoro powiedziało się "a", to "b" też trzeba jakoś z siebie wydusić, i w tym właśnie momencie rozpoczyna się kluczowa i właściwa część mojej historii.
     Nie znając zbyt dobrze Warszawy, a nie chcą tracić czasu na długotrwałe błąkanie się po okolicy lekarza specjalisty postanowiłam poszukać w sposób obecnie najprostszy, czyli klikając magiczne www.google.pl. To był mój błąd pierwszy. Drugim, zapisanym w pamięci wielkimi drukowanymi literami z serią wykrzykników na końcu zdania był wybór lekarza. Dzwoniąc bowiem do przychodni głosem stanowczym zażądałam lekarza doświadczonego i godnego zaufania. W odpowiedzi usłyszałam znudzony głos pani recepcjonistki i parsknięcie które zastanowić mnie powinno dlaczego głupia koza śmieje mi się do słuchawki telefonu. Pech mój zapewne w tym momencie tarzał się już po podłodze w konwulsjach, bo i ja dzisiaj się śmieję, choć tamtego pamiętnego dnia zbyt zaskoczona byłam i wzburzona by dostrzec cały komizm zaistniałej sytuacji.
     Feralnego dnia ( bo inaczej nie nazwę tej wizyty dziwnej i do dnia dzisiejszego mnie zastanawiającej ) stawiłam się karnie pod gabinetem lekarza może nie z duszą na ramieniu, ale z mieszanymi uczuciami na pewno, bo nikt nie lubi badań, a takiego rodzaju to już w szczególności. Wokół mnie tłoczyły się już inne pacjentki utyskując na system i opieszałość naszej rodzimej służby zdrowia. Trzy panie w zaawansowanej ciąży, reszta bez widocznych objawów, ale kto je tam wie do końca. Średnia wieku niby przekrój społeczeństwa, od naście do dziesiąt, jednym słowem norma.
     Czas wlókł się niemiłosiernie. U innych lekarzy ruch jak na Marszałkowskiej w południe, tylko ten nasz doktor Ł miał jakieś indywidualne, leniwe raczej podejście do pracy. Minęło pół godziny nim wreszcie pierwsza pacjentka weszła do gabinetu, by już po po minutach dziesięciu wyjść na zewnątrz. Na dodatek pośpiesznie i z zaskoczonym wyrazem twarzy. Tak samo druga i trzecia pacjentka wyskoczyły jak z procy z gabinetu z dziwną cokolwiek miną, i nie oglądając się za siebie popędziły w stronę głównego wyjścia. Co jest - pomyślałam zaniepokojona - w pośladki je pogryzł czy co?
     Wiele jednak czasu do namysłu nie miałam, bo już moja kolej nadeszła i z nazwiska wyczytana zostałam. Wstałam, obciągnęłam tunikę którą przezornie założyłam żeby zakryła co nieco kiedy maszerować będę do fotela przez cały gabinet. Dziwnym bowiem trafem w gabinetach ginekologicznych przebieralnia zawsze jest po przeciwnej stronie pokoju i trzeba ten odcinek pokonywać nie zawsze w pełnym umundurowaniu.
     Weszłam. Zalała mnie fala bieli. Białe ściany, białe meble, biały fotel i parawan. Tylko doktor Ł odcinał się od tła jakimś odcieniem szarości. Siwy jak gołąbek, zwalisty, kanciasty, na dodatek o twarzy posępnej inie wzbudzającej nadmiernego zainteresowania. Do przystojnych też się nie zaliczał, przywodził za to na myśl skojarzenia ze starym, zaprawionym w bojach z miodem pitnym huzarem. Głos miał nieprzyjemny, beznamiętny i bełkotliwy, a oczy wypłowiałe jakby zasnął w pełnym słońcu zapominając je zamknąć. Przycupnęłam wystraszona na brzegu krzesełka wpatrując się w te oczy dziwnie nieobecne, a w myślach moich powoli zaczęło kiełkować ryczące złośliwym śmiechem pytanie. Znowu? - myślałam - Znowu los mi na drodze postawił jakąś kłodę?  Tym razem w osobie lekarza cudotwórcy od siedmiu boleści?
     Doktor Ł zabełkotał jakoś dziwnie i przechylając  głowę zaczął uparcie szukać czegoś na biurku, choć wyglądało to tak, jakby sam nie wiedział czego i po co właściwie szuka. Ruchy jakieś powolne miał i nieskoordynowane. Obserwowałam go z rosnącym zafascynowaniem i wewnętrznym zwątpieniem podejrzewając, że w dobrej formie to on dzisiaj raczej nie jest. Mówiąc wprost to wyglądał na zwyczajnie pijanego, tylko, że ja na zapach alkoholu wyczulona jestem bardzo, a nie czułam zupełnie nic, nawet zapachu wody po goleniu. Jedynie typowa woń lekarskiego gabinetu snuła się leniwie w powietrzu.
     Wzruszyłam w myślach ramionami. Jeśli jest trzeźwy, to widocznie taki z niego mało ogarnięty typ człowieka, nie mnie go oceniać i robić analizę osobowości. Niech mnie tylko zbada, powie, że wszystko w porządku i na swoim miejscu pozostaje. Tyle mnie będzie widział, a ja jego. Do widzenia i pa pa na pożegnanie. Niestety tak łatwo nie było, a to czego byłam świadkiem i uczestniczką potwierdziło tylko fakty o naszej służbie zdrowia. Agonia trwa nadal, a leczą nas w publicznych przychodniach niedobitki jakieś które na granicy państwa zostały wyłapane i siłą cofnięte do pracy w Polsce. Za karę.
     Stan zawieszenia i leniwych poszukiwań trwał już dobrych kilka minut zanim doktor Ł olśnienia jakowegoś doznał i domyślił się czego właściwie szuka. Karta pacjenta ( bo to ona była zaginionym przedmiotem ) jak byk leżała na środku biurka, ale dlaczego gmerał po wszystkich papierzyskach nie chciałam nawet dociekać. Zgarnął ją niezgrabnie do siebie, spojrzał wzrokiem nieprzytomnym w moim kierunku jakby przypomniał sobie po co właściwie tu jestem, zagulgotał dziwnie, czym o ile to jeszcze było możliwe spłoszył mnie jeszcze bardziej. Jezusie Maryjo - myślałam wtedy - Jak on mnie zbada? A może zaproponuję, że zrobię to sama? Niech się chłopina nie fatyguje... Chciałam doświadczonego lekarza to mam - snułam dalej swoje myśli kurczowo trzymając się krzesełka aby nie uciec, bo powoli zaczynałam rozumieć zachowanie moich poprzedniczek - Tylko że doświadczonego to nie znaczy takiego który pamięta jeszcze epokę dinozaurów...
     Siedziałam wystraszona na brzegu krzesełka zastanawiając się właśnie czy pan Ł mamucice też kiedyś w swojej karierze badał kiedy nastąpiło gwałtowne ( choć tylko chwilowe ) ożywienie sytuacji. Doktor bowiem znalazł też na biurku długopis, i w ten sposób uzbrojony postanowił rozpocząć przesłuchanie.
- Nazwisko? - zabełkotał.
- Czyje? - wybita z własnych myśli głupio zapytałam, co widocznie się doktorkowi nie spodobało. Zmróżył tylko swoje wypłowiałe oczka i sennie zagulgotał.
- Widzę,że humor pacjentce dopisuje - popatrzył się gdzieś po stycznej do mojego ucha - Nie dobrze...
- Co nie dobrze? - pytanie moje uważałam za najbardziej wskazane. Dowcipny to był on, nie ja. Przecież nie migdałki miał mi badać, tylko nieco inne miejsce. Powstrzymałam się przed kolejnym zgryźliwym komentarzem który jakoś samoistnie zaczął cisnąć mi się na usta, grzecznie podałam dane personalne i kilka faktów z życia wymaganych w takich okolicznościach, po czym cierpliwie czekałam na rozwój wypadków. Doktor, pochylony w skupieniu ( tak to przynajmniej na początku wyglądało ) nad moją kartą notował wszystko w ślimaczym tempie. Wolno... Wolniej... Jeszcze wolniej... Nagle niczym na zwolnionym filmie głowa zaczęła mu opadać, a długopis zrobił krechę przez całą kartkę papieru i zatrzymał się na biurku znacząc jego blat grubą, niebieską linią. Zamarłam.
- Umarł... - pomyślałam w panice nasłuchując chwilę czy aby dycha jeszcze. Dychał! A raczej oddychał głośno i miarowo z głową opadłą na piersi. Stałam obok biurka lekko zaszokowana sytuacją, a z ust wyrwał mi się cichy, pełen niedowierzania szept.
- Ja pierniczę... Zasnął? Zasnął! - dopiero teraz do mnie dotarło co tak na prawdę się wydarzyło. Zerwałam się na równe nogi, z wieszaka zgarnęłam torebkę i jak umiałam najmocniej trzasnęłam drzwiami oburzona do granic moich nadszarpniętych możliwości. Nie. Nie na to, że badanie się nie odbyło. Z tego to nawet się ucieszyłam w skrytości ducha, bo co by było gdyby badanie zaczął i akurat wtedy zasnął? Oburzała mnie świadomość, że jak prawie każdy w tym kraju też płacę składki. Grzecznie, solidnie, zawsze w wymaganym terminie. I po co? Żeby taki doktor Ł od siedmiu boleści mógł się wyspać w pracy? Cholerny chory system, cholerne konowały, cholerna Warszawska przychodnia której adres z mściwości swojej podać powinnam do publicznej wiadomości lub choćby NFZ powiadomić jak wygląda troska o pacjenta i zainteresowanie jego potrzebami. Zrobiłam jednak coś zupełnie innego.
- Wiecie co on zrobił? - dosłownie wrzasnęłam do kobiet siedzących w poczekalni - Zasnął przy pisaniu!
- Zasnął - wrzeszczałam dalej święcie oburzona.
     Cisza. Cisza jak makiem zasiał zapanowała w całej poczekalni. Kobiety śpiesznie zaczęły wstawać i przy wejściu się tłoczyć, wreszcie na placu boju pozostały tylko te w zaawansowanej ciąży. Tym już widocznie było bez różnicy, ktoś już wcześniej "zaspał", więc do takich akcji nawykłe były najwyraźniej. Wychodząc usłyszałam tylko nerwowy śmiech dziewczęcia z recepcji. Małpka musiała wiedzieć o praktykowanych przez doktorka drzemkach w godzinach pracy. Powinnam jej kopa zasadzić za traumę jaką przeżyłam w tej durnej przychodni. Zastanawiałam się później czy doktor zmęczony był czy może na narkolepsję chory? Do dziś nie wiem i już dochodzić nie zamierzam. Przy następnym umawianiu wizyty w innej już przychodni tak lekarza prześwietliłam, że jeszcze chwilka i bym zażądała zjęcia i kompletu badań okresowych. A co... Składki nadal płacę, więc prawo wymagać mam. Chyba...


Powyższy tekst stanowi wyłączną własność autora i nie może być wykorzystywany i powielany bez jego zgody. ( Dz. U. 1994 nr 24 poz 83 z póź zm )
Kategoria: Sari | Dodał: Banita (2013-07-02)
Wyświetleń: 622 | Komentarze: 6 | Rating: 5.0/2
Liczba wszystkich komentarzy: 6
0
6 Sylvana  
Ginekolodzy to specyficzni lekarze... jeszcze nie spotkałam "normalnego". Chociaż traumę przeżyłam też i u kobiety, wyglądem przypominajacą przysadzistego Kulfona, który nie odpowiada, a burczy.

0
5 szalonykon  
Zatrzymał mnie wasz tekst Aniu i Krzysztofie. Trudno go skomentować, nie wydając jednobrzmiącej negatywnej opinii dla takowych lekarzy specjalistów, chociaż sam opis sytuacji ma posmak satyry.

0
4 Iguś  
Ja myslalam ze on jest niewidomy!czy cos smile
Styl wciagajacy...

0
3 AniaWiecznieSteskniona  
Uśmiałam się, choć czasem może chciałoby się zapłakać gdy się odwiedza placówki naszej kochanej służby zdrowia...chyba nieprędko pójdę do przychodni po takiej lekturze;)

0
1 Maargo  
Ha ha ha .... no nie... nie spodziewałabym się. No albo balował noc całą , albo faktycznie narkolepetyk!
Jak zawsze uśmiałam się do łez!
Anuś masz wrodzony talent komiczny, którego ci zazdroszczę....  smile Ja podejrzewam, że ty nawet pogrzeb opisałabyc w ten sposób, że ja bym płakała, ale ze śmiechu. Uwielbiam Cię za to i przypominasz mi nieco, stylem pisania, Joannę Chmielewską. smile

0
2 Banita  
hmm hen itd. A ja to co? :P Cztery godziny ten kawałek obrabiałem smile No ale poczucie humoru zdecydowanie saraśne...

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
[ Rejestracja | Wejdź ]
Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz