Ostatnio dodane [ proza ]

stajenny. część piąta. [J. P.]
stajenny. część czwarta [J. P.]
stajenny. część trzecia [J. P.]
stajenny. część druga [J. P.]
stajenny. część pierwsza [J. P.]
samotna plaża [J P.]

Ostatnio dodane [ poezja ]

żonglerka [A. S.]
niepokorna [A. S.]
nostalgia [A. S.]
ludzki los [E. J.]
o ponownym znajdowaniu sensu [J. W.]
posłuchaj miły [A. S.]
gumisie [U. P.]
o zwyczajności [S. P.]
cicho sza... [A. S.]
noworoczne szaleństwo [M. K.]
za późno [A. P.]
prośba [I. N.]
gdzie jesteś [M. K.]
twoje oczy [M. K.]
zostałem dziadkiem [J. P.]
uparcie i skrycie [A. S.]
za późno na żal [M. K.]
list [M. K.]
polowanie [M. K.]
czyściec mój [M. K.]
ostatnia decyzja [M. K.]
własny dom [M. K.]
zawiodłeś [M. K.]
prawdziwa [U.P.]
majtki [M. B.]
je suis [M. B.]
samotność [M. F.]
przyspieszam kroku [A. S.]
zakochanie ? [A. S.]
czy już czas [J. W.]


wszystkie dodane ostatnio, a
nie uwzględnione tutaj teksty
dostępne są w archiwum


Warto przeczytać
-
-
-
-
-
-


Dźwiękiem zaplątani

Anna Łotysz
zwierzenia drewnianej róży


Krzysiek Banita Kargól
na śmierć mnie skazano

Krzysiek Banita Kargól
ostatni spacer


więcej zaplątanych w czytane i śpiewane słowa dźwięków pojawi się wkrótce w osobnej zakładce.


Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0



Formularz logowania


Witaj, Gość · RSS 2020-01-29, 19:34
Główna » Artykuły » Sari

Gracjan


Pamiętniki kobiety spełnionej ( wyjątki )
Anna Sari & Krzysztof Kargól

Gracjan

Samotność złym doradcą jest. Wiedziałam to już od dnia w którym poznałam Bolesława i popełniłam swoją pierwszą randkę w ciemno, ale chyba jakieś ciągoty masochistyczne we mnie się tliły bo nie minęło wiele czasu i postanowiłam spróbować po raz kolejny.
Gracjana poznałam na jakimś forum gdzie trwała ostra dyskusja, a że temat mnie żywo interesował, postanowiłam się do wymiany zdań przyłączyć. Wątkiem głównym był model współczesnej rodziny i pokutujące jeszcze w niektórych kręgach kulturowych stereotypy zachowań. Z moimi poglądami zgadzali się obecni mężczyźni co nie podobało się z kolei kilku zagorzałym fanatyczkom twierdzącym, że kobieta tylko w domu siedzieć powinna, niańczyć dzieciątka i mężowi swojemu dogadzać. Dyskusja stawała się z każdą minutą bardziej gorąca. Panie odszczekiwały się ile tylko mogły, panowie sugerowali wyjście z domu i znalezienie sobie jakiegoś pożytecznego zajęcia, ale one nie. Trzymały się futryn tych swoich wyśnionych domków tak mocno, że aż im się drzazgi w dłonie wbijały.
Między nimi wszystkimi znalazłam jego. Od razu wydał mi się za miękki jak na faceta. Zbyt wymuskany w słowach, zachowawczy, na dodatek popierał to moherowe podejście do życia. Ale jak się kogoś nie zna można się pomylić i osądzić niesprawiedliwie - myślałam naiwnie.
Później poszło już z górki niczym lawina w górach na wiosnę. Jedna wiadomość, potem druga i trzecia, codziennie pisane do siebie maile w których poznawaliśmy nawzajem siebie i swoje małe tajemnice. Choć w głowie paliła się ostrzegawcza lampka, składałam wszystko na karb wspomnień o Belasławie które wciąż wirowały w mojej pamięci w sposób nie do końca przyjemny. I ta samotność. Uparcie przekonywała, że powinnam spróbować jeszcze raz...
Po miesiącu znajomości online zdecydowałam, że zarykuję i Gracjana na własne oczy obejrzę, choć pierwsze wrażenie ze wspólnego forum nadal się utrzymywało. Facet wypowiadał się sensownie, można było z nim porozmawiać praktycznie na każdy temat, jednak w podświadomości upartym brzęczeniem odzywała się ostrzegawcza syrena. Coś z nim jest nie tak... Coś tu nie pasuje i sielankowy obraz mężczyzny doskonałego burzy. Tylko co? Pytanie stało się moją zmorą, bo z jednej strony dobrze mi się z nim "gadało", z drugiej niektóre jego wypowiedzi wydawały mi się za bardzo kobiece. Gej... To było moje pierwsze skojarzenie jakie mi się nasunęło, ale Gracjan wyprowadził mnie z błędu pisząc o związku z kobietą który niedawno zakończył. Kurcze, co jest? - myślałam - Kim jesteś?
Nie mogłam Gracjana rozgryźć w żaden sposób, nawet wymiana numerów telefonów i długie rozmowy jakie prowadziliśmy nic nie pomogły. Miał taki zmysłowy i sexowny głos, taki męski. Tylko za dużo wiedział o typowo kobiecych sprawach, a tego już mój umysł nie ogarniał.
Umówiliśmy się pod "Telimeną" na Krakowskim Przedmieściu. Nastawienie miałam mało optymistyczne, w pamięci bowiem Bolesław hołubce swoje odczyniał bezustannie i głosem swoim grzmiącym nawiedzał. Mało optymistyczne, nie znaczy jednak beznadziejne... Szczęście moje koślawym się jednak okazało, a to co zobaczyłam przerosło nawet moją bujną wyobraźnię.
Spotkać się mieliśmy o szesnastej. Pech chciał, że jakoś się wcześniej wyczłapałam z pracy i na miejsce dotarłam dwadzieścia minut przed czasem. Dylemat mnie dopadł. Czekać przed wejściem czy wejść do środka, siąść wygodnie, zamówić kawę i ciastko jakoweś. Przed kawiarnią się umówiliśmy, więc niech będzie przed - pomyślałam po chwili rozważań i postanowiłam poczekać. Stałam spokojnie, a w środku tabuny myśli pędziły strasząc wizjami tokującego Bolesława. Oby tym razem trafił mi się ktoś normalny - błagałam po cichu.

***
Stanął obok. A raczej stanęło. Indywiduum jakoweś z tyłu wyglądające kobieco, choć troszkę kanciaste i w bioderkach jak na mój gust zbyt mało zaokrąglone. Stało tyłem jak mur i nie było mowy obejrzeć sobie, jak ja to określam, "od pyska". Ja też ustawiłam się okoniem żeby kątem oka widzieć kiedy Gracjan nadejdzie i ewentualnej drogi ucieczki sobie nie odcinać. Oby był normalny - myślałam - Oby wreszcie jakiś facet z krwi i kości, a nie wymoczek kolejny.
Czekałam. Już troszkę marznąć zaczęłam, bo pogoda raczej barowa i do spacerów nie nastrajała, a Gracjana na horyzoncie widać nie było. No nie - myślałam - wystawił mnie drań albo się wystraszył i uciekł. Tylko dlaczego? W końcu wszystko na swoim miejscu w proporcjach odpowiednich posiadam - uspokoiłam się po dyskretnym zlustrowaniu własnej sylwetki w witrynie kawiarni. Dochodziła szesnasta.
Doszła i minęła, a pod "Telimeną" stałam tylko ja i to "coś" bliżej nieokreślone, za to Gracjana ani śladu. "Coś" też najwyraźniej na kogoś czekało, bo rozglądało się po okolicy i nerwowo przestępowało z nogi na nogę. O bidulko - pomyślałam z mściwą satysfakcją - Ciebie też ktoś wystawił do wiatru. O jakże mi przykro z tego powodu.
"Ono" kręciło się coraz bardziej niespokojnie, ja z każdą minutą byłam bardziej zła i rozważałam możliwość zadzwonienia do Gracjanka i powiedzenia mu w dosadnych słowa co o takim zachowaniu myślę. Najwyraźniej "ono" też przeżywało podobne dylematy bo co chwilę grzebało po kieszeniach modnego płaszczyka i wyciągało telefon wpatrując się w niego uparcie. I chyba "ono" zdeterminowane bardziej ode mnie było bo postanowiło zadzwonić. No i się zaczęło, bo w tym samym momencie rozdzwonił się w torebce mój telefon. Odporna jestem i przyzwyczajona do dziwnych zbiegów okoliczności, ale jak już fakty skojarzyłam słysząc głos Gracjana w słuchawce i obok siebie o mało nie klapnęłam z wrażenia pupą na chodnik.
Matko piersiasta - zawyło mi w myślach - też mi amant. Gracjan okazał się facetem dosyć przystojnym, tylko... No właśnie. Taki był wymuskany i wydelikacony, że ja przy nim jakoś mało kobieco musiałam wyglądać, a o samopoczuciu jakie mnie ogarnęło nawet wspominać nie będę. Nie było już jednak wyjścia i na kawę poszliśmy.
Gracjan błyszczał. Tysiąc i jeden porad umiał podać jak powinnam dbać o urodę i jakich specyfików używać. Siedziałam siorbiąc kawę, potakiwałam, słuchałam. Jak już się Gracjan wewnętrznie nakręcił okazało się, że naprawdę ma na imię Marek, tylko sam sobie inne imię nadał, bo mu bardziej do wizerunku pasowało. Jakiego wizerunku... - pytałam w myślach samą siebie, przeklinając jednocześnie to kulawe swoje szczęście do randek w ciemno - Ciebie przecież nie ma, tylko sam wizerunek widzę a nie człowieka. I na pewno nie mężczyznę.
- Poczekaj. Wyjmę notes - powiedziałam zgryźliwie, ale nie dotarło.On był już w swoim świecie i serią pytań zaatakował. Co stosuję na zmarszczki mimiczne? Jakie plasterki pod oczy? Jakie na oczy? Jakie preferuję kosmetyki, toniki i kremy? Wyłączyłam się a myśli moje obraz Gracjana malowały na "mumię" obłożoną mazidłami wszelakimi. Zmęczona monologiem chciałam jakoś rozmowę ożywić, zapytałem więc najsłodszym na jaki mnie było stać głosem.
- A jak u ciebie ze sprawami łóżkowymi?
No i padłam na łopatki. Gracjan - Marek ze stoickim spokojem wyznał, że owszem tak, ale nie częściej niż raz na tydzień i to najlepiej w sobotę, bo "po akcie" ma worki pod oczami i nie wygląda dobrze. Jezu najświętszy - myślałam - dobrze, że ci jądra nie wypełzają na oczy, bo dopiero by była zabawa. Boże mój, za co? - płakałam w myślach - Dlaczego? No powiedz czemu to zawsze mi się musi trafić jakiś zwichrowany typek z wyprzedaży.
Odsiedziałam godzinę męcząc się potwornie, dowiedziałam się takich nowinek o upiększaniu, że nawet bym nie wiedziała jak ich użyć i poczułam się... mało kobieca, mało domyta, mało sexowna, a na koniec stwierdziłam, że powinnam sama siebie do pralni chemicznej oddać by jakoś ten bród codzienności z siebie zmyć. Wreszcie wstałam i  powiedziałam głosem tak męskim na jaki mnie było stać,  że "nie mój to królewicz i nie moja bajka", po czym wściekła pomaszerowałam do autobusu. Tam  wyładowałam się na bogu ducha winnym i zdziwionym szesnastolatku który rozłożył mi się przed nosem na ostatnim wolnym siedzeniu.
- Spadaj leszczu - wycedziłam cicho przez zęby. A co, niech twardości nabiera, a nie wyrasta na kolejne takie "ono" jak Gracjano - Mareczek.
Wracałam do domu wściekła myśląc o tym jak to życie po raz kolejny zagrało mi na nosie i udowodniło, że dla mnie na tym świecie faceta nie ma. Ale cóż, samotnie też można żyć i singiel z odzysku też prawo do bytu posiada. Skoro nawet taki Gracjanek błąka się na tym świecie i miejsca swojego szuka, no to ja chyba też mogę. Prawda?

Powyższy tekst stanowi wyłączną własność autora i nie może być wykorzystywany i powielany bez jego zgody. ( Dz. U. 1994 nr 24 poz 83 z póź zm )
Kategoria: Sari | Dodał: Banita (2013-03-29)
Wyświetleń: 537 | Komentarze: 3 | Rating: 1.0/1
Liczba wszystkich komentarzy: 2
0
2 Maargo  
biggrin ubawiłam się, chociaż smutek i zawiedzenie, ukryte pomiędzy słowami w tym tekście, także dało się odczuć.

0
1 wieszcz  
Przeczytałem:) Gracjano-Mareczek rzeczywiście dziwny....raz w tygodniu? Ale masz Kobito pecha, jak nie Bolek, to Gracjanek hehe. W jakich kręgach się obracasz? Toż to same pierdoły jakieś:)Tekst jest naprawdę dobry, popraw literówki, nie będę wymieniał, bo ich jest trochę...Kurcze aż mnie ściska. worki pod oczami..może to jakiś wypachniony playboy:) Jakby zebrać te opowieści to hicior jak nic:) Czekam na kolejne.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
[ Rejestracja | Wejdź ]
Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz