Ostatnio dodane [ proza ]

stajenny. część piąta. [J. P.]
stajenny. część czwarta [J. P.]
stajenny. część trzecia [J. P.]
stajenny. część druga [J. P.]
stajenny. część pierwsza [J. P.]
samotna plaża [J P.]

Ostatnio dodane [ poezja ]

żonglerka [A. S.]
niepokorna [A. S.]
nostalgia [A. S.]
ludzki los [E. J.]
o ponownym znajdowaniu sensu [J. W.]
posłuchaj miły [A. S.]
gumisie [U. P.]
o zwyczajności [S. P.]
cicho sza... [A. S.]
noworoczne szaleństwo [M. K.]
za późno [A. P.]
prośba [I. N.]
gdzie jesteś [M. K.]
twoje oczy [M. K.]
zostałem dziadkiem [J. P.]
uparcie i skrycie [A. S.]
za późno na żal [M. K.]
list [M. K.]
polowanie [M. K.]
czyściec mój [M. K.]
ostatnia decyzja [M. K.]
własny dom [M. K.]
zawiodłeś [M. K.]
prawdziwa [U.P.]
majtki [M. B.]
je suis [M. B.]
samotność [M. F.]
przyspieszam kroku [A. S.]
zakochanie ? [A. S.]
czy już czas [J. W.]


wszystkie dodane ostatnio, a
nie uwzględnione tutaj teksty
dostępne są w archiwum


Warto przeczytać
-
-
-
-
-
-


Dźwiękiem zaplątani

Anna Łotysz
zwierzenia drewnianej róży


Krzysiek Banita Kargól
na śmierć mnie skazano

Krzysiek Banita Kargól
ostatni spacer


więcej zaplątanych w czytane i śpiewane słowa dźwięków pojawi się wkrótce w osobnej zakładce.


Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0



Formularz logowania


Witaj, Gość · RSS 2020-01-29, 17:54
Główna » Artykuły » Małgorzata Fern » Proza

Las.


_______________________________________
To ja. Kobieta, matka, kochanka. Nazbyt emocjonalna na dzisiejsze czasy. Amatorsko piszę, maluję, gram na gitarze i śpiewam. Zawodowo - opieka paliatywna w Hospicjum.


Las.

Głowa mi pęka, ciekawe która jest godzina? A było wczoraj tak nie szaleć. Zawsze obiecuję sobie, że tym razem wypiję tylko kilka drinków, no i oczywiście, że będę jadła w trakcie imprezy. Tyle tylko, że z tych moich obietnic nic nie wynika, ot takie tam czcze gadanie i oszukiwanie własnego ja.

- Śpisz jeszcze? Wstawaj! - zza drzwi dobiegł znajomy głos i wybił mnie z rytmu karcenia samej siebie.
- Nie, nie śpię. Umieram - odpowiedziałam szeptem w momencie, gdy Karl wpakował mi się do łóżka.
- Ostrożnie wariacie! - krzyknęłam, a głowę przeszył mi ostry ból - Czuję się dziś jak porcelanowa lalka, zaraz mnie potłuczesz - warknęłam jeszcze, ale on nic sobie nie robiąc z moich utyskiwań przygarnął mnie do siebie. Utonęłam na chwilę w objęciach potężnych ramion przyjaciela i zapachu wody kolońskiej która na jego skórze pachniała wyjątkowo zmysłowo.
- Chcę ci złożyć dziś jako pierwszy życzenia noworoczne. Kocham cię, wiesz? - zaszeleścił z niemieckim akcentem.
- Ja też cię kocham i ciekawa jestem co na tą naszą miłość powie twoja żona? - zaśmiałam się mu szyderczo w twarz próbując wygramolić się z pościeli i jego ramion.
Ale to była prawda, kochałam go. Kochałam go jak rodzonego brata. Podziwiałam fakt, że w ciągu siedmiu lat pobytu w Polsce wsiąknął w nas, w naszą kulturę i mentalnie stał się Polakiem. Ludzie go uwielbiali, pracownicy szanowali a kobietom na jego widok uginały się kolana. Miał w sobie to coś, emanowało od niego nieprawdopodobne ciepło. A najważniejsze było chyba to, że Karl jak nikt potrafił słuchać i doradzić dobre rozwiązanie w najtrudniejszej życiowej sytuacji. Był pięknym, dobrym człowiekiem.
- Nic nie powiem, a "róbta co chceta"! Ale najpierw proszę wstać, ubrać się i usiąść przy stole, śniadanie już na was czeka - usłyszeliśmy nieco podniesiony, ale roześmiany głos Grażyny, żony Karla, krzątającej się po korytarzu - Tośka, czy ja do końca życia będę musiała cię budzić? Szczęśliwego Nowego Roku - kontynuowała znikając gdzieś w czeluściach swojego pachnącego budową, nowego domu.

Do wspólnego śniadania przyłączyłam się gdy wszyscy już je prawie skończyli.
- Mamo, mamo, co wujek Karl robił dziś rano w twoim łóżku? - z wypiekami na twarzy których dostała po wypiciu nadmiernej ilości ciepłego mleka zapytała mnie córka.
- Składał życzenia - odpowiedziałam spokojnie i obdarowałam wszystkich siedzących przy stole domowników powłóczystym spojrzeniem kobiety niegodnej.
Żartom przy stole podczas tego noworocznego śniadania nie było końca. Atmosfera radości udzieliła się także wszystkim domowym zwierzętom. Psy szalały pod stołem pomiędzy naszymi nogami, a kot Teofil, najpoważniejszy zawsze z całego towarzystwa zdawał się zaśmiewać z naszych żartów jednocześnie donośnie pomrukując. Znalazł sobie dziś najwygodniejsze miejsce w całym domu, kolana Karla. Wzbudziło to w nas ogromne zdziwienie, bo Teoś jak go pospolicie nazywaliśmy raczej unikał kontaktu z człowiekiem. Wymagał od nas tylko pełnej miski.
Wspomnienie wczorajszego wspólnego sylwestrowego wieczoru spędzonego w nowym domu moich przyjaciół nastroiło mnie bardzo optymistycznie. Znamy się od wielu lat. Ja i Grażyna koleżanki z ławy szkolnej a w dorosłym życiu przyjaciółki, na dobre i na złe. Łączyło nas coś na podobieństwo siostrzanej miłości. Pomimo różnic w wyglądzie i psychice rozumiałyśmy się zawsze doskonale, a nasze rodziny z biegiem lat naturalnie nawzajem się adoptowały. Tworzyliśmy bardzo dobry partnerski zespół prywatnie i zawodowo.
Kac, po zażyciu niezawodnej aspiryny jakby odpuścił. Dodatkowo zapijaliśmy go wszyscy litrami soku pomarańczowego, co skutecznie pomagało ustąpić dolegliwościom. Zapowiadał się więc piękny, radosny dzień.
Po uporządkowaniu stołu usiadłam z boku na kanapie w salonie i przyglądałam się całej gromadce moich bliskich. Przyglądałam się tej chwili, jedynej i niepowtarzalnej zatrzymując w kadrze pamięci piękny obraz rodziny. Uświadomiłam sobie jacy jesteśmy szczęśliwi.  Mamy siebie.
Ze zdrową zazdrością od lat obserwowałam tych dwoje. Ich życie nie było usłane różami, ale odnaleźli się w najlepszym dla siebie momencie i w najtrudniejszych chwilach byli razem. Kiedy tak na nich patrzyłam opróżniając kolejną szklankę soku przypomniał mi się ten dzień w którym Karl pierwszy raz zobaczył Grażynę. On dosłownie oniemiał na jej widok, a w jej oczach roziskrzyło się światło. Od razu, od pierwszego momentu wiedziałam, że dla tych dwojga zaczął się zupełnie nowy rozdział w życiu. Rozdział pod tytułem: Miłość. To wspomnienie musiało namalować na mojej twarzy jakiś dziwny wyraz, gdyż z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Karla.
- Co z tobą kobieto? Marzysz na jawie?
- No. Marzę. W końcu dziś mamy pierwszy dzień Nowego Roku. I wiesz co? Ja marzę o tym aby spotkać na swojej drodze takiego faceta jak ty - rzuciłam chwacko całując jednocześnie przyjaciela w policzek.
- Ja ci go oddam - zaśmiała się Grażyna i wszyscy parsknęliśmy śmiechem.
- Myślę, że spacer dobrze nam zrobi. Kto idzie? - zapytałam na odlew w nadziei, że ukryję łzy jakie nie wiadomo dlaczego napłynęły mi do oczu.
Dzieci zrezygnowały z przechadzki na rzecz nowych gier komputerowych jakie otrzymały w gwiazdkowych prezentach. Na nasz pomysł najradośniej zareagowały psy które usłyszawszy słowo "idziemy" stały już grzecznie pod drzwiami okazując swoją radość energicznym wymachiwaniem ogonów. Tak więc na spacer wybraliśmy się tylko my troje, a naszymi towarzyszami były dwa psy rasy mix.
- Dziewczyny! Ma któraś telefon komórkowy? - zamykając za sobą furtkę krzyknął do nas Karl.
- Nie mamy. Nowy Rok, telefonom precz! - odkrzyknęła Grażyna, lecz on stwierdził, że przynajmniej jeden telefon musimy mieć i wrócił po niego do domu.
Szliśmy naszą starą, dobrze znaną nam trasą. Był piękny, biały, mroźny, ale słoneczny dzień. Dookoła nas ciągnął się wielki las. Wokół panował idealny spokój, tylko psiaki od czasu do czasu dokazywały poszczekując radośnie. Domagały się zabawy i rzucania patyków. Karl obejmował nas obie idąc w środku, puszył się jak paw, że ma przy sobie tak atrakcyjne dziewczyny. A my śmiałyśmy się, że tylko drzewa mogą mu nas pozazdrościć. Rozmawialiśmy o przyszłości i planach na ten rok. Świerze powietrze i cisza zimowego lasu działały kojąco na nasze zmysły. Nie zwróciliśmy uwagi na fakt, że psy idą tuż przy nas i natrętnie próbują wcisnąć się pomiędzy nasze nogi. Byliśmy pochłonięci rozmową o firmie, inwestycjach, kosztach. Działaliśmy na rynku dopiero drugi rok, ale zaczęliśmy odnotowywać małe sukcesy.
- Myślisz, że uda nam się ściągnąć tą maszynę z Włoch? - zapytał mnie Karl a ja dostrzegłam na jego twarzy dziwny skurcz bólu.
- Nie znasz Tośki kochanie? Nie byłaby sobą gdyby nie udało się jej to przedsięwzięcie - żachnęła się Grażyna - Oczaruje Włochów, zobaczysz. Będziemy mieli tą maszynę już w marcu.
- Ich weiss nicht... - wydał z siebie bulgoczący głos Karl, jednocześnie osuwając się na kolana.
- O Boże! - wrzasnęłam i w tym momencie obie uświadomiłyśmy sobie, że coś jest nie tak. Czułyśmy na ramionach ciężar ciała Karla. Psy szalały szczekając niemiłosiernie, on usiłował nam coś powiedzieć, ale mówił tak szybko i niewyraźnie po niemiecku, że nie zdołałyśmy go zrozumieć.
- Kurwa mać! Grażyna, nie histeryzuj teraz! Nie wrzeszcz! Daj mi telefon! Daj mi ten pieprzony telefon - darłam się niemiłosiernie. Minęło kilka sekund zanim udało nam się wydobyć telefon z kieszeni kurtki Karla.
- Halo! Potrzebna pomoc, mężczyzna lat 44, przewrócił się na spacerze, prawa strona sparaliżowana. Tak, jeszcze jest z nim kontakt, reaguje na mój głos. Przyjeżdżajcie natychmiast - ostatnie słowa wykrzyczałam do aparatu.
- Gdzie dokładnie się państwo znajdują? - usłyszałam w odpowiedzi i zamarłam.
- Tośka, on umarł! - wyła z rozpaczy Grażyna - Zrób coś, on umarł, słyszysz!
- Jesteśmy w lesie - odpowiedziałam drżącym głosem nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego jak absurdalna jest ta informacja dla dyspozytorki pogotowia ratunkowego.

Minęła dłuższa chwila, zanim podałam jakieś konkretne namiary na to miejsce gdzie się znajdujemy. Gdy przyjechała karetka Karl już nie żył.


Powyższy tekst stanowi wyłączną własność autora i nie może być wykorzystywany i powielany bez jego zgody. ( Dz. U. 1994 nr 24 poz 83 z póź zm )
Kategoria: Proza | Dodał: Maargo (2013-04-17)
Wyświetleń: 374 | Komentarze: 4 | Rating: 1.5/2
Liczba wszystkich komentarzy: 4
0
4 wieszcz  
Ten tekst jest tak dobry, że cokolwiek powiem to i tak będzie za mało, bo tu wszystko jest do końca, wszystko jest na tak i na swoim miejscu. Bez sensu mówić cokolwiek. Czuję ból po przeczytaniu i jeszcze się nie otrząsnąłem...Może później podejdę do tego chłodniej...albo i nie, chyba nie można być obojętnym. Nie wiem co powiedzieć. Chyba lepiej zamilknę...

0
3 Iguś  
A ja czuje niedosyt... Przeczytalam wszytskie twoje opowiadania(wypowiadam sie poraz pierwszy) / w kazdym stosujesz ten Sam chwyt, masz dosyc ciekawy styl, powoli zaglebiasz czytelnika w tresc mysle"oho to jest dobre" a potem urywasz nagle w jakims kulminacyjnym punkcie... ty mi tego nie rob smile / chcialabym poznac twoja proze w czyms naprawde dlugim...:) co tylko oznacza ze zainteresowalas mnie soba- a uwierz czytam duzo:)) / powodzenia!

0
2 Banita  
Niom. Przeczytałem raz jeszcze. I pewnie wrócę, bo tekst ma w sobie to coś, ma emocje. Potrafisz sponiewierać słowami, oj potrafisz. Myślałem, że mi się łezka kręci w oku tylko na romantycznych komediach ( w tych scenach końcowych kiedy wszystko tak pięknie i ładnie ), a tu się okazuje, że jednak nie tylko. To na pewno alergia, w końcu wiosna. Tak, na pewno. Dosyć tych ochów i achów. Dla mnie tekst cholernie dobry:)

PS. Jak wklejasz teksty to wybieraj swoją kategorię ( pod swoim nazwiskiem masz podział ), bo się kiedyś pogubię:P A kropki i przecinki rzecz ważna... cały czas się ich uczę.

0
1 Maargo  
Krzysiowi dziękuję, za kropki i przecinki smile

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
[ Rejestracja | Wejdź ]
Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz