Ostatnio dodane [ proza ]

stajenny. część piąta. [J. P.]
stajenny. część czwarta [J. P.]
stajenny. część trzecia [J. P.]
stajenny. część druga [J. P.]
stajenny. część pierwsza [J. P.]
samotna plaża [J P.]

Ostatnio dodane [ poezja ]

żonglerka [A. S.]
niepokorna [A. S.]
nostalgia [A. S.]
ludzki los [E. J.]
o ponownym znajdowaniu sensu [J. W.]
posłuchaj miły [A. S.]
gumisie [U. P.]
o zwyczajności [S. P.]
cicho sza... [A. S.]
noworoczne szaleństwo [M. K.]
za późno [A. P.]
prośba [I. N.]
gdzie jesteś [M. K.]
twoje oczy [M. K.]
zostałem dziadkiem [J. P.]
uparcie i skrycie [A. S.]
za późno na żal [M. K.]
list [M. K.]
polowanie [M. K.]
czyściec mój [M. K.]
ostatnia decyzja [M. K.]
własny dom [M. K.]
zawiodłeś [M. K.]
prawdziwa [U.P.]
majtki [M. B.]
je suis [M. B.]
samotność [M. F.]
przyspieszam kroku [A. S.]
zakochanie ? [A. S.]
czy już czas [J. W.]


wszystkie dodane ostatnio, a
nie uwzględnione tutaj teksty
dostępne są w archiwum


Warto przeczytać
-
-
-
-
-
-


Dźwiękiem zaplątani

Anna Łotysz
zwierzenia drewnianej róży


Krzysiek Banita Kargól
na śmierć mnie skazano

Krzysiek Banita Kargól
ostatni spacer


więcej zaplątanych w czytane i śpiewane słowa dźwięków pojawi się wkrótce w osobnej zakładce.


Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0



Formularz logowania


Witaj, Gość · RSS 2018-11-20, 01:38
Główna » Artykuły » Małgorzata Fern » Proza

Koronka.


_______________________________________
To ja. Kobieta, matka, kochanka. Nazbyt emocjonalna na dzisiejsze czasy. Amatorsko piszę, maluję, gram na gitarze i śpiewam. Zawodowo - opieka paliatywna w Hospicjum.


Koronka

Siedziała skulona w rogu prysznica. Krople wody rytmicznie opadające z deszczownicy na jej skórę, swoim gorącem przynosiły ukojenie. Poza fizycznym bólem nie czuła nic. Była pusta, jakby wydarto z niej siłą świadomość. Nie myślała, nie płakała, nie wiedziała ile upłynęło czasu odkąd się tu znalazła. Siedziała skulona w rogu prysznica i pozwalała wodzie wypłukać z siebie całą rozpacz, cierpienie i ból.

***

Tego dnia spotkała się z nim tylko na chwilę. Był piękny, majowy, ciepły i słoneczny poranek. Nie miała zbyt dużo czasu. Śpieszyła się do pracy. Wczoraj wrócili ze wspólnego urlopu. Andrzej zaskoczył ją zaproszeniem na poranną kawę. Chciała być dziś wcześniej w biurze aby nadrobić nieco papierkowej roboty, która z pewnością na nią czekała. Biuro rachunkowe, które prowadziła od dziesięciu lat miało świetną opinię i wielu zadowolonych klientów. Renata lubiła swoją pracę i nigdy nie zaniedbywała obowiązków.

-Andrzej wybacz mi proszę, ale nie mam dziś zbyt dużo czasu. Sam wiesz jak to jest kiedy wraca się po urlopie do pracy  -usprawiedliwiała się siadając na tarasie przy stoliku w maleńkim barze śniadaniowym, w którym mieli zwyczaj spotykać się rano.
-Nie ma sprawy. Wiesz dobrze, że ja też się dzisiaj śpieszę. Cieszę się jednak, że mogę z tobą wypić kawę – odpowiedział – Każda chwila bez ciebie to dla mnie bolesna udręka – wyszeptał całując ją w policzek na powitanie.
-Denerwujesz się przed dzisiejszą rozprawą? Będzie dobrze, jestem tego pewna. Uzyskasz uniewinnienie i ta dziewczyna da ci wreszcie spokój. - powiedziała z ufnością i z zainteresowaniem obserwowała wyraz jego twarzy.

***

Andrzeja poznała sześć tygodni temu w lokalu dla singli gdzie zaprowadziła ją koleżanka. Zaciągnęła byłoby w tej sytuacji lepszym określeniem, bo kilka tygodni trwało zanim Renata dała się namówić na tę babską eskapadę. Nie czuła się bowiem samotna i nie miała potrzeby nawiązywania nowych towarzyskich kontaktów z mężczyznami. Od ostatniego związku minęło sporo czasu ale do dziś odczuwa jego skutki uboczne. Ma długi które spłacała będzie do końca życia i ma dosyć facetów. Jest nimi zwyczajnie zmęczona.

-Reńka, no ale kiedy jak nie teraz? Masz 34 lata. Nie możesz przecież do końca życia opłakiwać tego gnojka – przekonywała, namawiając przyjaciółkę do wyjścia.
-Ja go nie opłakuję - roześmiała jej się w twarz Renata – Ja go po prostu nigdy nie zapomnę. Bank mi nie pozwoli zapomnieć – dodała głośno z wyraźnie dającym się wyczuć sarkazmem – Ale dobrze pójdę z tobą, tylko dlatego żebyś mi dała wreszcie święty spokój.
-Świetnie ! - krzyknęła Irena z nieudawaną radością – To teraz zabieram cię na kosmiczne zakupy. Małżonek przed wyjazdem zostawił mi złotą kartę, żebym się za bardzo tu sama nie nudziła.
-Kochany jest ten twój staruszek – Renata odpowiedziała z uśmiechem i dała się porwać przyjaciółce.
Mąż Ireny, był starszy od niej o siedemnaście lat. Wyciągnął ją kiedyś z domu dziecka, gdzie została skatowana prawie na śmierć przez kolegów z placówki. Próbowali ją zgwałcić, ale w samą porę pojawił się on. Od tego dnia pokochali się. Ona z początku traktowała go trochę jak ojca, ale po pewnym czasie stał się dla niej kimś wyjątkowym, mężczyzną na którym mogła bezgranicznie polegać. On z kolei znał życie. Kochał Irenę taką jaka była naprawdę. Zawsze wiedział, że jej nie zmieni i nigdy nie próbował tego zrobić. Stworzył jej prawdziwą oazę i azyl i szanował to, że lubiła się bawić. Był pewien, że nigdy go nie zdradzi i to było prawdą. Więc kiedy Renata z Ireną wybrały się w ostatni marcowy piątek do lokalu dla singli, mąż Ireny mający spotkanie biznesowe za oceanem mógł być absolutnie spokojny o swoją żonę. Irena była bardzo atrakcyjną kobietą. Na swój sposób wręcz piękną. Była bardzo smukła i poruszała się z ogromna gracją. Jej uroda zawsze wzbudzała zainteresowanie mężczyzn nie dziwne więc, że w kilka minut po tym jak zajęły zarezerwowany wcześniej stolik, obie panie miały już towarzystwo.
Andrzej, który od początku adorował Renatę zdawał się być ślepy na urodę jej koleżanki, czym wzbudził w Renacie zainteresowanie. I to nie dlatego, że czuła się mniej atrakcyjna od Ireny. Były zupełnie inne. Renata była atrakcyjna na innym poziomie odbierania estetyki. Była elegancka i skromna. Nosiła bardzo stonowaną delikatną biżuterię i nie poprawiała swojej urody zbyt intensywnym makijażem. Była też o sześć lat starsza od przyjaciółki.Wieczór upłynął tym dwojgu na rozmowie i tańcu. Okazało się, że mają wspólne zainteresowania i pasje. Oboje byli po życiowych przejściach ale na tym etapie znajomości nie chcieli o tym rozmawiać. Andrzej sprawiał wrażenie ciepłego, miłego ,wrażliwego człowieka. Był przystojny, wysoki, dobrze ubrany i używał wody toaletowej której zapachu nie sposób określić ale też nie sposób go zapomnieć. Był bardzo dobrze wychowany dbał o to by w jej kieliszku zawsze było wino i wstawał od stolika za każdym razem gdy ona wstawała, czekał aż usiądzie, a kiedy mówiła patrzył na nią takim wzrokiem jaki każda kobieta chciałaby ujrzeć w oczach swojego mężczyzny. To całkiem „zbijało” Renatę z tropu. Nawet przeszło jej przez myśl, że ten mężczyzna jest nią zauroczony.
Czas spędzony wspólnie w lokalu minął bardzo szybko. Renata pozwoliła Andrzejowi odprowadzić się do domu. Przez całą drogę śmiali się opowiadając nawzajem historie o swoich klientach. Andrzej był adwokatem pracującym w dużej miejscowej kancelarii prawniczej. Szli obok siebie czując jedynie na odległość ciepło swych ciał. W żaden sposób nie starali się przekraczać niewidzialnej granicy cielesności pomiędzy sobą, ale kiedy przystawali na moment z jakiegoś powodu ich palce dłoni muskały się delikatnie. To było tak niewinne i zmysłowe doznanie, że za każdym razem Renata oblewała się rumieńcem dziękując w duchu opatrzności, że jest ciemno i Andrzej nie będzie miał możliwości dostrzec jak na nią działa. Gdy stali już pod jej domem przysunął się do niej tak blisko że musiała plecami oprzeć się o drzwi. Czuła na swoich ustach jego oddech. Patrząc na nią wzrokiem drapieżnika, wsunął rękę pod jej sukienkę delikatnie pomiędzy nogi tak jakby chciał sprawdzić czy jest wilgotna, dotknął jej majtek musnął po nich palcami dłoni. Przez delikatną koronkę bielizny czuła wręcz parzące opuszki jago palców. Zadrżała. Szybko zabrał rękę i szepnął muskając nosem jej policzek:
-Piękna koronka. Dobranoc.
Nie wie jak wydobyła z siebie głos ale odpowiedziała – dobranoc – i patrzyła za odchodzącym mężczyzną łapiąc haust powietrza w płuca. Miała wrażenie, że tym jednym zmysłowym gestem ją poddusił.
Po tym wieczorze zdarzenia potoczyły się błyskawicznie. Dzwonili do siebie w ciągu dnia i nocy rozmawiając godzinami, pisali e-maile ale spotykali się bardzo rzadko. Oboje jak twierdzili mieli zbyt dużo pracy. Postanowili jednak spędzić razem kilka dni urlopu. Wybrali nietypową formę wypoczynku jak dla poznającej się pary, objazdową wycieczkę autokarową „Chorwacja perłą Bałkanów” z tak napiętym programem zwiedzania, że zastanawiali się czy wytrzymają tę podróż kondycyjnie. Andrzej zaproponował, aby podczas podróży mieli dwa osobne pokoje. Nie oponowała. Cieszyła się. Nie chciała niczego zepsuć. W roli adorowanej kobiety czuła się fantastycznie. Oczywiście to co zaszło między nimi pierwszego dnia pod drzwiami jej domu zadziałało na jej wyobraźnię nieprawdopodobnie intensywnie. Od tego pierwszego dnia pragnęła Andrzeja z całą siłą kobiecości, ale niczego nie chciała przyśpieszać.
Siedem wspólnie spędzonych dni w towarzystwie Andrzeja spowodowało, że Renata nie wyobrażała sobie by mogli nie być razem. W Chorwacji opowiedziała mu o swoim życiu, a on jej o swoich kłopotach z prawem. Jakaś dziewczyna wytoczyła mu sprawę sądową o gwałt. Renata była zszokowana informacją, ale za nic w świecie nie uwierzyła dziewczynie. Bez zastanowienia i bez zastrzeżeń przyjęła wersję Andrzeja, że zakochana w nim po uszy smarkula po porzuceniu przez niego, się mści. Nawet przez chwilę przez myśl jej nie przeszło , że to mogłaby być prawda. Przecież te długie chorwackie wieczory na których śmiali się bez opamiętania, albo milczeli patrząc godzinami w gwiazdy sącząc miejscowe wino, były takie niewinne. Jedyna bliskość cielesna na jaką sobie pozwalali, to dotykanie dłoni. Raz tylko Andrzej zapominając się chyba na chwilę, chwycił ją i przygarnął do siebie bardzo mocno i agresywnie, tak że przywarła do niego całym ciałem. Czuła jego wzburzoną męskość uwięzioną w spodniach, na swoim brzuchu, ale on nie zrobił nic tylko ciężko oddychając patrzył na nią tym nieprawdopodobnym, dzikim wzrokiem.

***                        

-Nie denerwuję się wcale. Ta sprawa zabiera mi tylko czas, nie emocje - odpowiedział kiedy siedzieli na tarasie małego baru śniadaniowego.

-To może spotkamy się gdzieś wieczorem i oblejemy twoje uniewinnienie – zapytała z nadzieją w głosie.

-Dobrze... - zawiesił to wypowiedziane powoli słowo w czasie jakby się nad czymś zastanawiał – Taka okazja, to specjalna okazja, wynajmę dla nas apartament w Hotelu Starzyński z najpiękniejszym widokiem na Wisłę, co Ty na to?

-Zgoda – odpowiedziała prawie szeptem
-Mam tylko jedną prośbę – mówiąc to gapił się na nią z błyskiem w oku – Załóż te koronkowe majtki które miałaś na sobie kiedy cię poznałem – dodał zniżonym głosem. Nie odpowiedziała zarumieniła się po same uszy i zawstydziła swojej reakcji
- Muszę lecieć do zobaczenia wieczorem – rzuciła wstając od stolika i chcąc ukryć swoje zażenowanie delikatnie odwróciła wzrok.
Do końca dnia nie umiała się już na niczym skupić. Nie umiała zebrać myśli. Jakże była szczęśliwa. Wyobraziła sobie, że w ten właśnie wieczór nastąpi coś, co całkowicie odmieni jej los. Coś co pozwoli odzyskać jej wiarę w mężczyznę. Pomyślała, że jest zakochana. Oczywiście podzieliła się tą myślą z Ireną, wykonując do niej kilkanaście telefonów. W każdej rozmowie dziękowała przyjaciółce, że ta namówiła ją do wyjścia do lokalu dla singli, w jeden z piątkowych marcowych wieczorów, sześć tygodni temu, gdzie poznała Andrzeja.
     Idąc do hotelu Renata była trochę spięta i lekko przerażona. Nie rozumiała skąd to uczucie lęku? Przecież Andrzej był uroczym delikatnym facetem. Szokowało ją to jak bardzo go pragnie fizycznie ale nie chciała sobie wyobrażać jak spędzą ten wieczór.
-Pięknie wyglądasz – powitał ją ujrzawszy w drzwiach apartamentu.Uśmiechnęła się w podziękowaniu za komplement i weszła do środka. Widok na Wisłę jaki zobaczyła w przeszklonych drzwiach tarasu, zapierał dech w piersiach.
- Rozgość się, szampana?
-Poproszę – odpowiedziała słabym drżącym głosem. Andrzej wstał z kanapy na której siedział i podał jej kieliszek pełen trunku. Zdziwiło ją, że miał na sobie tylko lniane czarne spodnie. Był ładnie naturalnie zbudowany a jego skóra miała złotawy odcień. Renata zwróciła uwagę na jego bose, wypielęgnowane stopy. Ładne stopy.
-To co zaczynamy- uśmiechnął się i przywarł do niej gwałtownie.
-Zaczekaj proszę – próbowała go od siebie delikatnie odsunąć by mieć czas i móc nacieszyć się chwilą. Nie przyszła tu przecież tylko na seks.
-Nie maleńka, za długo czekałem – odpowiedział pół szeptem jednocześnie uderzając ją mocno w twarz. Upadła. Szkłem potłuczonego kieliszka pokaleczyła dłonie.  Była tak zaskoczona i zdezorientowana, że nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Andrzej brutalnie ciągnął ją za włosy do sypialni.
-Wstań suko! - wrzasnął gdy byli w pokoju – Teraz się zabawimy! Chciała krzyczeć ale on już obejmował swoją dużą dłonią jej smukłą szyję uciskając skutecznie krtań. Dusiła się.
-Spróbuj krzyknąć, dziwko a nie wyjdziesz z tego żywa – syknął z wściekłością jednocześnie drugą ręką zrywając z niej koronkowe majtki. Zaczęła dygotać i łzy spływały jej po policzkach. W jego oczach dostrzegła zwierzę. Poddała się. W myślach walczyła już tylko o życie.


Powyższy tekst stanowi wyłączną własność autora i nie może być wykorzystywany i powielany bez jego zgody. ( Dz. U. 1994 nr 24 poz 83 z póź zm )
Kategoria: Proza | Dodał: Maargo (2013-04-18)
Wyświetleń: 411 | Komentarze: 6 | Rating: 3.0/1
Liczba wszystkich komentarzy: 6
0 Spam
6 szalonykon  
Oczywiście wciągnęło mnie twoje opowiadanie. Ale w pewnej chwili, gdzieś w połowie treści, włączył się u mnie system bezpieczeństwa. I ostrzegł. Lokal dla singli. Tak. Ten właśnie wyraz ostrzegł mnie. Twój Andrzej to profesjonalista w stylu telewizyjnego tulipana. Taki serial był kilkakrotnie emitowany. Ta sama oprawka czyli out look pseudobohatera. Nienaganne formy, dystans. działanie bez pośpiechu - a jakże celowe i przemyślane. I aż za gorzkie rozczarowanie bohaterki.

0 Spam
5 Vragoo  
Przeczytałem z zapartym tchem. Tekst jest, niestety, życiowy. Ile osób ma dwa oblicza - jedno wspaniałe, klarowne, a drugie...no właśnie takie. Cóż, ciężko mi jest cokolwiek napisać, jestem wstrząśnięty, a w mojej głowie kłębią się różne myśli. Tacy zwyrodnialcy powinni gnić, a wielu takich przecież chodzi po świecie i uczynki uchodzą im na sucho. Niestety.

0 Spam
4 wieszcz  
Strasznie trudno komentować taki temat. Opowiadanie wbija w fotel, wstrząsa człowiekiem, przychodzą różne negatywne myśli, przypomina że są na świecie i tacy ludzie... Opowiadanie się dobrze czytało, masz dar do opowiadania - naprawdę. Musisz wydać coś kiedyś, bo marnuje się taki talent.
Przeczytałem i nadal nie mogę uwierzyć że człowiek to czasem zwierze, (nie obrażając zwierzą), że są tacy ludzie, którzy kierują się instynktem. Trudno czasem pogodzić się z takim faktem... Tylko żal i współczucie....

0 Spam
2 Maargo  
Nie znoszę kiedy się zaczyna jakąś myśl i jej nie kończy, ale zaczekam. Lubię kiedy się cokolwiek w tekstach dostrzega :).
W żaden sposób nie chciałam napiętnować mężczyzn ! Uwielbiam ich. Pomimo.... smile i nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Ludzie są różni bez względu na płeć. Dodam jeszcze tylko ,że mój cykl opowiadań zatytułowany jest Chwile bo głównie o nie mi chodzi. O chwile które w życiu człowieka zmieniają wszystko począwszy od stanu posiadania bo psychikę i może stąd wynika ten dramatyzm i jak to określiłeś czarny kolor w moich tekstach. Łatwiej mi jest pisać o tych trudnych dramatycznych chwilach, gdyż znam ich smak, znam te emocje. Mogę oczywiście spróbować napisać też o tych radosnych momentach nie wiem tylko czy będę w nich tak samo wiarygodna. smile
Krzysztof dziękuję za komentarz straciłam już bowiem nadzieję, że ktokolwiek te moje wypociny czyta smile .

0 Spam
3 Banita  
heh ja nic przeciw "czarnemu kolorowi" nie mam, sam tak piszę od lat, a Twój pomysł na "Chwile" bardzo mi się podoba. Każdy ma takie momenty w swoim życiu, kiedy podjął jakąś decyzję albo decyzja została za niego podjęta. Do końca życia pozostają pytania "co by było gdyby".

Jesteś czytana:) tylko jakoś czytacze mają opory by ślad po sobie zostawiać hehe

0 Spam
1 Banita  
Hmm Tak siedzę i się gapię w ten monitor. Najchętniej bym chyba nie mówił nic, ale postaram się. Tekst jest jak zawsze, wcisnął, złomotał, sponiewierał. Jeśli Anka jeszcze raz mi powie, że piszę w czarnych kolorach, to wyślę ją do Ciebie. Opowiadanie bardzo mocne i trzepie mnie po uczuciach dalej...

Iga ma rację, że powinnaś spróbować napisać coś dłuższego. W tym opowiadaniu "nie podoba" mi się tylko jedno. W połowie tekstu naprowadzasz czytelnika na ciąg dalszy, tak więc zakończenie nie jest zaskoczeniem, a moim zdaniem powinno być, tekst by zyskał. Co nie zmienia faktu, że łomotnęło, potrafisz grać na uczuciach. Chętnie będę czytał kolejne, a jak to zrobię zobaczę czy pewne moje spostrzeżenie to fakt, czy tylko złudzenie. Wtedy może powiem:)

A sama treść. W końcu nie napisałaś tego chyba tylko po to zagrać na emocjach. Podchodząc więc do tematu bardzo poważnie zwrócę tylko uwagę na fakt, że jest "druga strona". Nie zawsze tym złym jest samiec, niestety taki stereotyp zachowań pokutuje wśród ludzi. Prawda często bywa zaskakująca i zakrawa na jakąś życiową farsę. Często to samiec jest gwałcony, i choć sposób jest inny, to często nawet bardziej perfidny. Kobiety są mistrzyniami w zabijaniu, tylko stereotyp nie pozwala na dopuszczenie takich myśli. Więc jesteśmy źli, podli, kłamiemy i oszukujemy... A czy to prawda? To już inna bajka.

A tekst... powtórzę tylko raz jeszcze. Złomotał mnie.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
[ Rejestracja | Wejdź ]
Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz