Ostatnio dodane [ proza ]

stajenny. część piąta. [J. P.]
stajenny. część czwarta [J. P.]
stajenny. część trzecia [J. P.]
stajenny. część druga [J. P.]
stajenny. część pierwsza [J. P.]
samotna plaża [J P.]

Ostatnio dodane [ poezja ]

żonglerka [A. S.]
niepokorna [A. S.]
nostalgia [A. S.]
ludzki los [E. J.]
o ponownym znajdowaniu sensu [J. W.]
posłuchaj miły [A. S.]
gumisie [U. P.]
o zwyczajności [S. P.]
cicho sza... [A. S.]
noworoczne szaleństwo [M. K.]
za późno [A. P.]
prośba [I. N.]
gdzie jesteś [M. K.]
twoje oczy [M. K.]
zostałem dziadkiem [J. P.]
uparcie i skrycie [A. S.]
za późno na żal [M. K.]
list [M. K.]
polowanie [M. K.]
czyściec mój [M. K.]
ostatnia decyzja [M. K.]
własny dom [M. K.]
zawiodłeś [M. K.]
prawdziwa [U.P.]
majtki [M. B.]
je suis [M. B.]
samotność [M. F.]
przyspieszam kroku [A. S.]
zakochanie ? [A. S.]
czy już czas [J. W.]


wszystkie dodane ostatnio, a
nie uwzględnione tutaj teksty
dostępne są w archiwum


Warto przeczytać
-
-
-
-
-
-


Dźwiękiem zaplątani

Anna Łotysz
zwierzenia drewnianej róży


Krzysiek Banita Kargól
na śmierć mnie skazano

Krzysiek Banita Kargól
ostatni spacer


więcej zaplątanych w czytane i śpiewane słowa dźwięków pojawi się wkrótce w osobnej zakładce.


Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0



Formularz logowania


Witaj, Gość · RSS 2020-01-29, 17:54
Główna » Artykuły » Artykuły ogólne

Inicjacja

Ze wspomnień faceta po czterdziestce
Inicjacja
Krzysztof Banita Kargól

Czas to podobno wartość stała i niezmienna, jednak ostatnio coraz częściej mam wrażenie, że jest zupełnie inaczej. No bo jak mam sobie wytłumaczyć fakt, że kiedyś wakacje trwały dwa długie miesiące, a teraz to tylko osiem tygodni które mijają zdecydowanie za szybko. Bo jak wytłumaczyć mam sobie, że kiedyś w nieskończoność czekałem aż pojawi mi się pierwszy dziewiczy zarost, a dzisiaj zauważam jak w zastraszającym tempie przybywa mi siwych włosów na twarzy. O bujnej czuprynie nawet nie wspomnę, bo w tym pędzie w jakim żyję gdzieś ją zostawiłem i nawet nie wiem kiedy to się stało. Skoro więc czas przyspiesza, a ja dostaję zadyszki starając się go dogonić, być może pewnego dnia obudzę się rano z irytującym uczuciem, że czegoś zapomniałem.
Pomyślałem dzisiaj, że na ewentualność taką warto się przygotować w sposób najprostszy jaki znam, czyli pisząc. Może za lat, mam nadzieję naście, przeczytam swoje własne słowa i coś mi się uda przypomnieć. Pod warunkiem rzecz jasna, że będę pamiętał gdzie je zapisałem... te kilka wspomnień o sobie, obrazów wypalonych pod powiekami bez chronologii, jak rozsypane na stole zdjęcia ze starego albumu. Zaczynajmy więc, dzisiaj "Inicjacja".

INICJACJA

[ mam na półce książkę z dedykacją: "za godne reprezentowanie barw szkoły..." ]

K
rnąbrnym byłem młodzieńcem kiedy wkraczałem w progi szkoły średniej. Krnąbrnym i zupełnie nieprzygotowanym do życia, bowiem kochająca nad wyraz swojego jedynaka mama zadbała o to mimo cyklicznie powtarzających się prób taty by procederowi temu kres położyć. Tak więc świat stanął przede mną otworem niby wyłowiona z morza ostryga, i niczym ostryga złośliwa dosyć szybko palce mi przytrzasnął. Dlaczego w progi technikum zawitałem jako umysł wstrętem pałający do nauk ścisłych, za to pasjami pochłaniający kolejne książki do dzisiaj dla mnie zagadką pozostaje nieodgadnioną, choć patrząc na wszystko z perspektywy czasu przyznaję, że właśnie w tej szkole nauczyłem się samodzielnego myślenia i spotkałem ludzi którzy na trwałe odcisnęli się w moim późniejszym życiorysie. Ale na to musiałem dopiero poczekać...
Razu pewnego grono pedagogiczne wpadło na pomysł zorganizowania "karnej kompanii" dla tych z nas którzy chadzali swoimi ścieżkami ( niekoniecznie do szkoły, bo kiedy pogoda piękna wiosenna to Rynek Krakowski prezentuje się cudownie i prowokująco ). Pomysł karkołomny był bardzo, ale pomysłodawca się uparł i został wprowadzony w życie ( pomysł, nie pomysłodawca ).
I stało się, siłą zostałem wcielony do oddziału pod nazwą Poczet Sztandarowy Szkoły. Było nas pięciu... Ja z racji notorycznego unikania lekcji języka niemieckiego i pani profesor SZ.; Darek i Mirek za spożywanie napojów wysokoprocentowych, albo raczej za fakt, że na występku tym dali się przyłapać; Adaśko, dusza człowiek, jednak z bardzo osobliwym poczuciem humoru które czasami bywało niebezpieczne; i Piotrek. Piotrek chyba sam się za coś chciał ukarać, bo świadectwo zawsze z czerwonym paskiem dostawał, ministrantem był i ogólnie jakoś od nas pozytywnie odstawał.
Był poniedziałek kiedy po raz pierwszy zadebiutowaliśmy w składzie podstawowym, czyli Darek, Mirek i ja. Nowy dyrektor szkoły zwołał apel na którym miał być poruszony ważny dla społeczności uczniowskiej temat trzeźwości, bowiem ze szkoły naszej za choćby chwilowy trzeźwości brak groziło wydalenie, a nowy dyrektor zdając sobie sprawę, że nie jest specjalnie lubiany, ogłosić zamierzał amnestię. Kilku naszych kolegów odetchnęło wtedy z ulgą.
- Poczet Sztandarowy wprowadzić - rozległ się donośny głos profesora M. wzmocniony dodatkowo przez system nagłaśniający. Cisza. I nerwowe spojrzenia w stronę drzwi z których sztandar powinien właśnie wychodzić.
- POCZET SZTANDAROWY WPROWADZIĆ!!! - to był już krzyk który nam uświadomił, że mowa o nas. Wbiegliśmy więc na środek sali gimnastycznej niczym spłoszone stadko trzech jelonków na rykowisku powiewając naszym szkolnym symbolem. Mimo wcześniejszych prób wspólnego marszu, ruszania z lewej nogi, zwrotów przez lewe ramię i całej masy innych proceduralnych zachowań wejściem swoim wywołaliśmy uśmiechy i zainteresowanie na twarzach kolegów, bowiem widząc nas uświadomili sobie komizm całej sytuacji. Komizm sytuacji zaczął powoli docierać też do nauczycielskiego grona i mistrza ceremonii, czyli profesora M. Jedynie dyrektor K. pozostawał w nieświadomości i nie zauważał narastającego powoli, lecz już zauważalnie podszytego śmiechem szmeru. I wcale nie chodziło o to, jak weszliśmy...
- Zebraliśmy się tutaj - rozpoczął mało oryginalnie - by poruszyć ważny dla nas wszystkich a niewątpliwy problem jakim stał się w naszej szkole alkohol. Wczoraj, na zebraniu Rady Nauczycielskiej... - kontynuował dalej swą pogadankę. Że to wbrew regulaminowi, że po raz ostatni przymyka oko, że należy świecić przykładem...
I chyba to ostatnie stwierdzenie spowodowało lawinę. Czy wspomniałem już, że Darek, Mirek i ja dumnie stojący teraz na środku sali gimnastycznej dzierżąc w dłoniach szkolny sztandar byliśmy głównymi bohaterami owej afery alkoholowej i to głównie nas miała dotyczyć dyrektorska amnestia?
Najpierw śmiechem parsknęła nasza szkolna pani pedagog patrząc na nasze blade, chowające się za czerwonym suknem twarze. Potem profesor Ś. zawsze poważny i spokojny, a potem... Potem już śmiać się zaczęła cała sala, tylko nam jakoś do śmiechu nie było. Refleksem wykazał się mistrz ceremonii, profesor M. który wyrwał mikrofon z rąk osłupiałego dyrektora i wrzasnął tak głośno jak tylko potrafił:
- POCZET SZTANDAROWY WYPROWADZIĆ!!! - i był to jeden z dwóch przypadków kiedy szkolny sztandar sprowadzaliśmy ze sceny przed końcem imprezy, a w "kompani karnej" byliśmy przez pięć lat.

Tak wyglądał pierwszy publiczny występ Pocztu Sztandarowego szkoły w wykonaniu naszej trójki. Czy pomysł grona nauczycielskiego był zły? Przez pięć lat nosiliśmy Sztandar w szkole, na pogrzebach, oficjalnych uroczystościach miejskich, a z czasem wręcz proszono o "nas" bo jako zazwyczaj jedyni potrafiliśmy się "zachować". Raz nawet wywołaliśmy konsternację na twarzy ówczesnego prezydenta miasta Krakowa schodząc przedwcześnie ze sceny przed telewizyjnymi kamerami. Może z przymrużeniem oka podchodziliśmy do wyszytego na czerwonym suknie szkolnego godła, ale dla złotego orła wyszytego po drugiej stronie, a który za naszych czasów dostał koronę mieliśmy niekłamany szacunek. I zaprzyjaźniliśmy się, choć nikt już nie mówił o nas "karna kompania". Zostaliśmy przemianowani na "Świętą Trójcę Wagarową", ale o tym, jeśli będziecie chcieli posłuchać, opowiem innym razem.


Kategoria: Artykuły ogólne | Dodał: Banita (2013-04-18)
Wyświetleń: 397 | Komentarze: 5 | Rating: 2.7/3
Liczba wszystkich komentarzy: 5
0
5 Maargo  
ha ha ha no masz ! Oj i we mnie po przeczytaniu tego opowiadania obudziłeś tę nutkę szkolnych wspomnień. Hm... jakież to były beztroskie czasy. Pomimo zmian ustrojowych, systemowych my ( nasze pokolenie) byliśmy młodymi ludźmi i broiliśmy kiedy tylko było można. Ja nie zapomnę nigdy jak ze swoim artystycznym zespołem, który tworzyłyśmy w sześć bardzo uzdolnionych dziewcząt, zrobiłyśmy psikusa nauczycielom, którzy kazali nam na dzień I Maja przygotować apel patriotyczny, bo nasze liceum miał odwiedzić ktoś z jakiegoś ministerstwa z Warszawy, I odwiedził smile A my owszem przygotowałyśmy, nadmienię tylko, że czas był jeszcze Republik Radzieckich i głębokiego socjalizmu w Polsce, aczkolwiek już czuć było powoli nadchodzące zmiany. Na próbach oficjalnych ćwiczyłyśmy podsunięty nam program przez naszą panią profesor K od języka polskiego, nazywaną powszechnie czerwonym pająkiem, a po godzinach ćwiczyłyśmy naszą wersję i nasz pomysł na to radosne socjalistyczne święto, w którego programie znajdowała się większość tekstów zakazanych poetów i pieśniarzy w dobie socjalizmu. Zobaczyć minę ciała pedagogicznego gdy na wejście odśpiewałyśmy "Mury" Karczmarskiego, bezcenne! oczywiście miałyśmy później dużo kłopotów, ale to nic....wspomnienia....kurcze gdzie są moje pamiętniki, wspomnienia zapisywane na szarych pożółkłych już zapewne kartkach zwykłego brulionu.
Bardzo podoba mi się Twój pomysł Krzysztofie i będę z ogromną radością czytała każde opowiadanie z tego cyklu.
O stylu nie piszę nawet bo jest świetny.

0
4 Iguś  
Pochlonelam. Taaaak wlasnie. Przede wszytskim zauwazam inny styl , utrzymany w formie narratora dowcipnisia , to sztuka tak zmieniac style. Wiekszosc autorow utrzymuje w swoich ksiazkach taki Sam tylko historie sie zmieniaja... Widze ze czytelnika traktujesz powaznie I nie wkleilbys niedopracowanego tekstu...wiesz gdzie urwac zdanie gdzie rozpoczac nowe. Bedzie cos z ciebie Pisarzu moj... I pamietaj ja nie chce w kolejce stac do ciebie jak juz bedziesz slawny ...:P / ja chce bez !

0
2 wieszcz  
Zastanawiałem się swego czasu, czy tez nie pisać swego rodzaju pamiętnika, by nie zapomnieć. Nawet, z tego co pamiętam to zacząłem. Tylko nie pamiętam gdzie. Nie było komputerów tylko zeszyty, a teraz nie wiem gdzie ten zeszyt.... Zresztą, gdybym pisał na kompie, to pewnie zapomniałbym w którym folderze to schowałem hihihi... Ciekawa historia z tym sztandarem. Napisz takich więcej, bo talent pisarski masz. Unikałeś jęz. niemieckiego ja z kolei rosyjskiego, bo miałem na pieńku z tą nauczycielką, była zagorzałą komunistką która wierzyła w system, ja jednak zbyt dużo czytałem prawdziwej historii i nie byłem obojętny. Czekam na kolejne odcinki z tej serii... Pozdrawiam smile

1
3 Banita  
moja pani profesor Sz. od niemieckiego to dla mnie był istny demon, ja się tej kobiety zwyczajnie bałem. Nie tylko ja... A ona tylko chciała nas czegoś nauczyć. Po latach patrzysz zupełnie inaczej na ludzi. Z największym szacunkiem wspomina się tych którzy kiedyś zasnąć nie pozwalali...

A sztandar... Wiele ciekawych historii bym mógł opowiedzieć:) Kiedyś przemaszerowaliśmy sobie w szyku przez rynek np wracając z jakichś obchodów. Ludzie sobie zdjęcia z nami chcieli robić hehehe A wyglądaliśmy fajnie, bo szkoła wtedy mundurowa była, rogatywki z orzełkami itd...

0
1 Sari  
Jak już przekonywałam szanownego wodza ja słuchać chcę , tylko niech wódz zastanowi się czy fakty z przeszłości, ujawnione nie odbiją się na morale stronki naszej i tak mało zdyscyplinowanej biggrin I pisz Krzyś , pisz ciekawa jestem jakim to kąskami z żywota swego nas uraczysz ... Pozdrowionka i gwiazdkę szeryfa dołączam ... smile

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
[ Rejestracja | Wejdź ]
Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz